Kraków, 5 lutego 1946 r.
Doktor inżynier Roman Dawidowski, 62 lata, wyznanie rzymskokatolickie, żonaty, niekarany, profesor Akademii Górniczej i Politechniki w Krakowie, zam. w Krakowie [...].
[Świadek] po upomnieniu zeznaje:
19 czerwca [nieczytelne] r. przesłałem do redakcji „Dziennika Polskiego” w Krakowie następujący artykuł, który ukazał się w jednym z następnych numerów tego dziennika:
„Jeden z głównych inspiratorów wymordowania polskich uczonych
Odnośnie do naszych informacji na temat wymordowania polskich uczonych we Lwowie przez zbirów hitlerowskich jeden z dalszych profesorów wyższych uczelni podał nam dodatkowe szczegóły tej zbrodni.
Jakkolwiek aresztowanie i umieszczenie w obozie w Sachsenhausen w 1939 r. profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Górniczej, a także uwięzienie i umieszczenie w tym czasie w Wiśniczu pokaźnej liczby nauczycieli gimnazjalnych w Krakowie przeprowadziło gestapo pod osobistymi rozkazami komendanta Müllera, a także we Lwowie ohydnego masowego mordu profesorów wyższych uczelni w 1941 r. dokonało również gestapo, to jednak bezpośrednich współwinnych, jeżeli nie głównych inspiratorów, należy szukać w tzw. rządzie gubernatorskim. Do tych w pierwszej linii należał niejaki [nieczytelne] Watzke, nauczyciel gimnazjalny z Wiednia, który był w tym rządzie okupacyjnym sekretarzem [Wydziału?] Nauki i Wiedzy.
Podczas gdy masowe aresztowanie profesorów wyższych uczelni w Krakowie w 1939 r. i nauczycieli gimnazjalnych jest bez pełnego porozumienia z Watzkem mało prawdopodobne, to co do zbrodni lwowskiej istnieją już poważne poszlaki bezpośredniego udziału, względnie inspiracji ze strony Watzkego.
W 1941 r., po zajęciu Lwowa przez Niemców, 4 lipca zjawił się tam Watzke u ówczesnego rektora politechniki śp. Krukowskiego i kazał sobie podać nazwiska wybitniejszych profesorów politechniki, które też zanotował w notesie. Tej samej nocy zostali aresztowani profesorowie wyższych uczelni, przy czym z politechniki zgadzały się nazwiska aresztowanych i zaraz zamordowanych profesorów z nazwiskami, które sobie wynotował Watzke, a ponadto został aresztowany śp. rektor Krukowski.
W obecnej dobie dochodzenia przeciw zbirom hitlerowskim wymaga sprawa ta szczególnie ujawnienia, ponieważ Watzke występował zawsze podstępnie, a nie jawnie, gdy bowiem jedna z żon aresztowanych profesorów zwróciła się we Lwowie listownie do Watzkego z zapytaniem o los męża, odpowiedział jej również listownie, że nie może dać wyjaśnień, ponieważ aresztowała profesorów inna władza, od niego niezależna, jednak dodał, że nie należy się liczyć z tym, iż mąż jest przy życiu.
Zdemaskowanie Watzkego ma znaczenie, ponieważ mógłby ujść odpowiedzialności przez zapomnienie, gdyż nie pełnił on do końca funkcji sekretarza stanu, albowiem już znacznie wcześniej został nagle zwolniony z tego stanowiska w związku z nadużyciami (kradzieże) jego sekretarki, z którą ten pionier kultury i wiedzy niemieckiej zwyczajem dygnitarzy niemieckich mieszkał wspólnie i utrzymywał bliższe stosunki”.
Treść powyższego artykułu zestawiłem na podstawie następujących danych:
Dyrektor IV gimnazjum w Krakowie mgr Julian Waga ([...]) podał mi, że zna Watzkego z wojska austriackiego i że przebywał on dłuższy czas na Orawie. Tym pobytem, czy też nawet pochodzeniem z pogranicza Polski, tłumaczy się znajomość stosunków polskich Watzkego, a mianowicie wyraźna idea jego działalności, że wyniszczeniem intelektu w Polsce, a więc w pierwszej linii wyniszczeniem uczonych i pedagogów w Polsce można najszybciej pognębić cały naród. Watzke bowiem, znając stosunki, nie wierzył propagandzie niemieckiej, która głosiła, że w Polsce większość zadowolona jest z wprowadzenia porządku niemieckiego. Znał też dobrze stosunki polsko-niemieckie i dlatego podsuwane dla dobra młodzieży przez sfery polskie wnioski dystryktu, aby odpowiedzialniejsze stanowiska w szkolnictwie obsadzać wybitniejszymi pedagogami Watzke obalał i dawał na te stanowiska nieprzychylnie do Polaków usposobionych Ukraińców.
Te spostrzeżenia potwierdziły wypadki lwowskie, które mnie osobiście wyraźnie opisał inż. Eugeniusz Perchorowicz, jedyny naoczny świadek inspiracji Watzkego co do mordu profesorów politechniki we Lwowie. Inżynier Perchorowicz, wychowanek Akademii Górniczej w Krakowie, Ukrainiec, ur. 25 sierpnia 1903 r. w Seniwie (koło Równego) był do września 1939 r. zatrudniony jako metalurg w dziale uzbrojenia Ministerstwa Wojny w Warszawie. We wrześniu 1939 r. schronił się we Lwowie, gdzie uzyskał zajęcie wykładowcy na politechnice. Po wkroczeniu Niemców do Lwowa w 1941 r. Watzke mianował swym zwyczajem Ukraińca komisarycznym rektorem politechniki. Został nim Perchorowicz i z nim przybył do ówczesnego rektora politechniki śp. Krukowskiego, a więc całe to zajście odbyło się w obecności Perchorowicza.
Po ucieczce Niemców ze Lwowa Perchorowicz jakiś czas zatrzymał się w Krakowie, gdzie szczegółowo opisał mi zajście w gabinecie śp. rektora Krukowskiego, a następnie w czasie ewakuacji Krakowa udał się do Berlina, gdzie otrzymał posadę w państwowym instytucie badawczym Berlin-Dahlem.
Ujawniony mi przez Perchorowicza przebieg wypadku w gabinecie śp. rektora Krukowskiego uważam za zupełnie obiektywny, gdyż z jednej strony nie miałby on powodu do przesadnego obciążania Watzkego, a z drugiej strony trudno posądzać [go] o względy sentymentalne wobec ofiar, gdyż Perchorowicz jako komisaryczny rektor odnosił się nieprzychylnie do Polaków na politechnice, nie chciał rozmawiać po polsku, mimo że dobrze znał język.