NACHMAN BLUMENTHAL

Ósmy dzień rozprawy.


Przewodniczący: Proszę, niech świadek poda swoje personalia.
Świadek Nachman Blumenthal, 46 lat, dyrektor głównego komitetu historii żydowskiej
w Polsce, obcy.

Przewodniczący: Co do trybu przesłuchania świadka?

Prokurator i obrońca: Zwalniamy od przysięgi.

Przewodniczący: Wobec tego świadek będzie zeznawał bez przysięgi. Prosimy o ujęcie ekspertyzy mniej więcej w ramach ogólnych. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to materiał duży, dlatego proszę przedstawić fragmenty, a zwłaszcza szczegóły, dotyczące oskarżonego, aby mógł w tej sprawie zająć swoje stanowisko.

Świadek: Mam mówić o tzw. rządzie Generalnego Gubernatorstwa a kwestii żydowskiej. Na konferencji Kreishauptmannów, nadburmistrzów i komisarzy miast dystryktu radomskiego, która odbyła się 25 listopada 1939 r. w Radomiu, w obecności generalnego gubernatora Franka i kilku członków rządu omawiano bieg dotychczasowej pracy i zasadnicze zagadnienia stojące przed niemieckimi władzami okupacyjnymi w Generalnym Gubernatorstwie. Między innymi ktoś poruszył sprawę urzędników Niemców, którzy tu, na nowo zdobytym terenie, swoim zachowaniem się i ustosunkowaniem do otoczenia i środowiska, w którym pracują, tak bardzo się zmienili, że budzą wątpliwości i obawę, czy potrafią wrócić kiedyś do normalnego stanu i kontynuować pracę w Rzeszy przerwaną z powodu wyjazdu na tereny zdobyte.

Generalny gubernator dr Frank w swoim końcowym przemówieniu podsumował wyniki dyskusji, a zarazem nakreślił plan pracy na przyszłość. Równocześnie rozprawił się z tymi zastrzeżeniami i wątpliwościami, które w trakcie dyskusji zostały wysunięte. Frank oczywiście nie miał obawy o to, że Niemiec po powrocie do Rzeszy nie będzie zdolny do ludzkiego zachowania się (według jego słów Sich salonfähig zubenehmen). Frank nie podzielał też zdania tych, którzy byli za jakąkolwiek zmianą formy rządzenia, przeciwnie – zachęcał swoich słuchaczy do ostrego postępowania, do nieliczenia się z niczym, gdyż tylko w ten sposób, będzie można przekształcić III Rzeszę w państwo światowe (Weltreich). Kazał nie cofać się przed takimi metodami, które gdzie indziej wywołałyby wstrząs. I w tych wypadkach, jak twierdził, będzie krył podwładnych swoim autorytetem. A skrupułów czy wyrzutów sumienia nikt nie może mieć z tego tytułu, gdyż czyny te odbywają się w innej sferze pojmowania.

Dla charakterystycznego i niezwykłego sposobu co do rodzaju argumentowania, przytaczam zasadnicze wyrażenia w dosłownym niemieckim brzmieniu: Massnahmen, die in anderen Auffassungszonen Schüttelfrost hervorrufen wurden. Dla Franka więc Generalne Gubernatorstwo to nie tylko pojęcie pewnego terytorium, to nie spoiste jakieś środowisko, to nie ziemia i człowiek na niej żyjący, to raczej pojęcie z zakresu moralności, a właściwie niemoralności. Rzesza a Generalne Gubernatorstwo to są – w pierwszym rzędzie – różne pojęcia etyczne. Między nimi zachodzi zasadnicza różnica w ujmowaniu i ocenie faktów. To, co w Rzeszy wywołałoby wstrząs moralny i nie dałoby się pogodzić z zasadami moralności czy prawa, to samo w Generalnym Gubernatorstwie jest nie tylko dopuszczalne, ale nawet pożądane. Rzesza a Generalne Gubernatorstwo to różne strefy ujmowania życia i mieszać ich nie sposób. Generalne Gubernatorstwo znajduje się – jak by należało sądzić ze słów generalnego gubernatora – poza sferą moralności i prawa, która to sfera naturalnie obejmuje tylko Rzeszę.

Sądzę, że to klasyczne powiedzenie Franka daje nam klucz do zrozumienia tego, co zaszło w Generalnym Gubernatorstwie pod okupacją niemiecką. Teoria o dwóch sferach etycznych pochodząca od tej miary teoretyka myśli narodowosocjalistycznej i sprawiedliwości faszystowskiej (hitlerowskiej) i wielkiego zarazem praktyka ludobójcy – bezsprzecznie lepiej oddaje i wyraża istotę wyrażenia, niż byśmy mogli to uczynić naszymi słowami i naszym sposobem argumentowania. Hołdując więc teoriom moralności, jaka winna panować w Generalnym Gubernatorstwie, mógł Frank już bez wszelkich skrupułów czy nawet wahań od razu na tejże konferencji stwierdzić, że Generalne Gubernatorstwo po wieczne czasy zostanie niemieckie, a gdyby nawet doszło kiedyś do tego, że Niemcy musieliby je opuścić, to będzie ono oczyszczone z Polaków (von den Polen gereinigt).

Tylko na tle teorii o dwóch strefach ujmowania można zrozumieć liczne zwroty spotkane i w przemówieniach Hitlera, Himmlera czy Franka, i w oficjalnych instrukcjach, które ujmowano dość często w słowach kein falscher Mitleid (bez fałszywej litości). Chodziło o to, żeby nie okazać i rzeczywiście nie czuć żadnej litości dla swoich ofiar. Litość jest bowiem uczuciem należącym do pierwszej sfery ujmowania, obejmującej tylko Niemców. „Współczucie – pisał Frank w swoim pamiętniku – chcemy zachować zasadniczo tylko dla niemieckiego narodu, poza tym dla nikogo na świecie”.

Ale to jest czysta teoria, a praktycznym Niemcom, przedstawicielom administracyjnej władzy cywilnej, trzeba dać konkretne przykłady, wzory do naśladowania. I to czyni Frank. Opowiada on, że w jakiejś miejscowości (nazwy niestety nie podaje) kazał za rzekome podpalenie domu zastrzelić 283 Żydów, a gdy opowiedział o tym Führerowi, ten miał mu oświadczyć „dobrze się stało” (es ist gut do). W ogóle Żydami, twierdził Frank, nie warto się wiele zajmować; nie powinno się w tej sprawie prowadzić rozległej pisaniny (nicht viel Federlesens), trzeba ich gnębić, gdzie tylko można.

Tę prostą i zrozumiałą dla wszystkich zasadę postępowania zaleca generalny gubernator swoim podwładnym. Nie wiem, czy fakt podany przez Franka rzeczywiście miał miejsce. W tej formie, w jakiej on go podał, nie znajduje potwierdzenia w znanych nam dokumentach. Pewne jednak jest, że inicjatywa w tej dziedzinie przynależy dr. Frankowi, który chełpi się uzyskaniem na nią aprobaty ze strony Führera. Niejedyny to zresztą wypadek, kiedy władze miejscowe wystąpiły ze swą inicjatywą, względnie ubiegły władze centralne i wykonały rozkazy władz centralnych, zanim one je wydały. O takich faktach będzie jeszcze mowa dalej. Prowadzi to mimo woli do wniosku, że bez pomocy władz niższych władze centralne nie tylko nie mogłyby przeprowadzić swoich szatańskich pomysłów (np. ostatecznej zagłady Żydów), ale ponadto, że władze centralne, upewniwszy się przedtem dowodnie, że władze niższe są zdolne do ich wykonania, plany te ostatecznie opracowały i zarządziły ich wypełnienie.

Przytoczę jeszcze jeden fakt. W latach 1940 i 1941 z szeregu miast wysiedlono niemieckich Żydów, których zawieziono przeważnie do Lubelskiego. Otóż gubernator tego dystryktu zwraca się pismem z 15 czerwca 1940 r. do rządu Generalnego Gubernatorstwa z zapytaniem, czy Żydzi ci „przez to automatycznie tracą swoją dotychczasową niemiecką przynależność państwową”. Dla gubernatora jasne było, że o ile Żyd obywatel niemiecki przekracza magiczną granicę Generalnego Gubernatorstwa, od razu wpada w sferę samowolności i bezprawia i tym samym traci wszelkie uprawnienia, które mu przysługiwały w Reichu. Nie znam odpowiedzi rządu Generalnego Gubernatorstwa na to pytanie. Wiem tylko, że – niezależnie od teoretycznego rozwiązania tej kwestii – Żydzi ci faktycznie z miejsca zostali zrównani z Żydami polskimi i objęci tymi samymi ograniczeniami co wszyscy inni. Ale było to widoczne i bezsporne z punktu widzenia niemieckiego, skoro dopiero 3 grudnia 1941 r. minister spraw zagranicznych okólnikiem ogłosił, że pozbawił Żydów, którzy przebywali w Generalnym Gubernatorstwie (o tym, że Żydzi ci zostali przymusowo wysiedleni, okólnik milczy), niemieckiej przynależności państwowej i podkreśla, że to pociąga za sobą automatycznie konfiskatę majątku pozostawionego w Rzeszy.

Okólnik ministerstwa wydany w półtora roku po interpelacji gubernatora lubelskiego zawiera bardzo charakterystyczną uwagę, że ogłaszać tego nie wolno. Zresztą sam Frank w swoim późniejszym przemówieniu z 23 października 1943 r., a więc już po przeprowadzonej Endlösung der Judenfrage, oświadczył, co następuje:

„Prowadzenie i gospodarowanie w tym przybocznym kraju (tzn. Generalnym Gubernatorstwie) odbywa się tak dalece na własną odpowiedzialność, że metoda rządzenia na tej przestrzeni zależy wyłącznie od decyzji właściwych placówek tu pracujących, którym jednakże wielka linia potrzeb wojennych ciążących na całej przestrzeni niemieckiej władzy wyznacza decydujący kierunek”.

Warto przypomnieć sobie datę, kiedy Frank wypowiedział swoją słynną tezę o dwóch strefach ujmowania: było to 25 listopada 1939 r., a więc w zaraniu okupacji, w czasie względnie spokojnym w porównaniu z późniejszymi wypadkami, kiedy życie szło jeszcze prawie że normalnym trybem. Było to grubo przed ostateczną decyzją o zupełnej eksterminacji Żydów.

To, co Frank oświadczył na tajnym posiedzeniu wyższych urzędników w Radomiu i najprawdopodobniej w innych ośrodkach, nie było oczywiście jego osobistym zdaniem. To jest raczej program „rządu”, tym bardziej, że na wzmiankowanej konferencji i inni wysocy urzędnicy referują odpowiednio szczegółowe zagadnienia z zakresu swych kompetencji (dr Dubre: zagadnienie prasy i propagandy, dr Lauxmann: zagadnienie poczty i komunikacji).

Dla jasności i pełni obrazu należy dodać, że terytoria (o „dwóch strefach pojmowania”) – to teza, że się tak wyrazimy, wewnątrzniemiecka; to jest tajemnica urzędowa; na zewnątrz wszystko robiono, by powstrzymywać w społeczeństwie, zwłaszcza w Generalnym Gubernatorstwie, przekonanie, że istnieje tylko jedna strefa, strefa praworządności, tak jak w Rzeszy i że ta strefa obejmuje sobą i Generalne Gubernatorstwo.

O tym, że ta „praworządność” w Rzeszy była faszystowska, mówić nie będę. Chodzi mi bowiem o to, że nawet i ta po faszystowsku ujęta strefa praworządności nie rozciągała się na Generalne Gubernatorstwo. Dla niewtajemniczonych było to jednak przez dłuższy czas tajemnicą. Dla jej utrzymania stwarza się różne fikcje, pozory, wydaje się rozporządzenia, instrukcje, dzienniki rozporządzeń itd. Nic więc dziwnego, że społeczeństwo nie od razu zorientowało się, że rozporządzenia te to pozory, które służą wyłącznie do maskowania prawdziwych zamiarów i celów władzy zaborcy. A kiedy się w tym zorientowało, było już za późno.

Ale jakież znaczenie w ogóle mogą mieć takie czy inne rozporządzenia wobec oficjalnej enuncjacji generalnego gubernatora na poufnej konferencji o tym, że Żydzi są zupełnie wyjęci spod wszelkiego prawa. Istnieje więc wyraźna rozbieżność między celem, który stawiał sobie tzw. rząd Generalnego Gubernatorstwa, celem, który etapami realizował i wkrótce prawie w zupełności osiągnął, a tymi normami prawnymi, które ogłaszał i które w większości wypadków nie odzwierciedlają faktycznego stanu rzeczy. Postaram się zagadnienie to oświetlić, dokonując pokrótce przeglądu niektórych rozporządzeń tyczących się Żydów w Generalnym Gubernatorstwie.

Jedno z pierwszych rozporządzeń tyczących się Żydów, wydane zostało w dniu objęcia przez Franka władzy w Generalnym Gubernatorstwie, tj. 26 października 1939 r. Wprowadza ono przymus pracy dla ludności żydowskiej. Postanowienia wykonawcze do powyższego rozporządzenia wydał wyższy dowódca SS i policji Krüger: pierwsze 11 grudnia 1939 r., drugie 12 grudnia tegoż roku. Otóż bardzo charakterystyczny jest paragraf 1 pierwszego rozporządzenia. Brzmi on: „Z dniem 1 stycznia 1940 r. zabrania się wszystkim Żydom zamieszkałym w Generalnym Gubernatorstwie dla okupowanych polskich terenów dokonywania bez pisemnego zezwolenia miejscowo właściwej władzy administracyjnej niemieckiej zmiany miejsca zamieszkania lub udania się na wędrówkę poza granicę gminy”. Paragraf 2 mówi o obowiązku zgłoszenia swego miejsca zamieszkania w ciągu 24 godzin po przesiedleniu się, a paragraf 4 o zakazie wyjścia na ulicę w czasie od godz. 21.00 do 5.00 itd.

Jasne jest, że wszystkie te paragrafy, wprowadzając różne ograniczenia dla ludności żydowskiej, nie mówią nic o przymusie pracy, czyli wcale nie interpretują rozporządzenia, do którego formalnie się odnoszą. O przymusie pracy mówi natomiast drugie rozporządzenie wykonawcze, które ustala granice wieku osób, jakie podlegają przymusowi pracy: od ukończonego 14 do 60 roku życia. „Czas trwania przymusu pracy wynosi w zasadzie dwa lata, przedłuża się go, jeżeli nie miałby być osiągnięty w ciągu tego czasu cel wychowawczy przymusu pracy”. Następne paragrafy mówią o sporządzeniu kartoteki osób zdolnych do pracy, o obowiązku zabierania z sobą na pracę narzędzi zawodowych, które zabrania się komukolwiek odsprzedawać lub odstąpić i grożą karami za niestosowanie się do rozporządzenia.

Oglądane dziś z perspektywy czasu postanowienia te od razu ujawniają swoje oblicze, mówi się w nich o jakichś celach wychowawczych, ale nigdy nikt nie określa, co to za cele i kto decyduje, czy zostały one osiągnięte czy nie. Co jednak z tych przepisów zostało bezzwłocznie przeprowadzone? Przede wszystkim ujęcie w kartotekę wszystkich Żydów (od 14–60 roku życia), których w każdej chwili można było powołać czy wprost z ulicy użyć do pracy. Faktycznie więc to rozporządzenie oddało na łaskę okupanta wszystkich mężczyzn od 14–60 roku życia. Władze mogły ich w każdej chwili powołać i umieścić w obozach. Wszystko to razem ułatwiało później władzom niemieckim przeprowadzenie wszelkiego rodzaju akcji, czy to biorąc za punkt wyjścia wiek zarejestrowany (akcja dla starców, dzieci), czy to zawód (akcja na inteligencję), czy to niezdolność do fizycznej pracy (akcja na chorych). Pod tym kątem zostały te rozporządzenia ułożone i do tego celu służyły; natomiast brane niezależnie od tej funkcji, którą w późniejszym terminie miały wypełnić i faktycznie wypełniły, są one przypadkowe, niezwiązane ze sobą, a po części nawet niezrozumiałe. To wiemy dziś. W czasie zaś, gdy się ukazały, brano je dosłownie; łudzono się, że chodzi tu tylko o jakieś przewarstwienie ludności żydowskiej.

20 stycznia 1940 r. Krüger wydaje „Rozkaz urzędowy do rad żydowskich w sprawie spisania i stawienia się Żydów do prac przymusowych”. Zawiera on szereg szczegółowych przepisów, jak należy prowadzić kartotekę. Poszczególne grupy zawodowe rejestruje się na kartkach specjalnego koloru (rozporządzenie przewiduje sześć grup zawodowych i sześć kolorów kartek rejestracyjnych). Wypełnione karty, jak też listy zawierające spis posiadanych narzędzi, przesyła się w dwóch egzemplarzach za pośrednictwem burmistrzów do starosty. Rozkaz ten wykazuje też dbałość o los „wartości majątkowych” pozostawionych przez Żyda powołanego do pracy przymusowej; aby w czasie jego nieobecności „władze miały możność zabezpieczenia ich” – jak pięknie wyraża się autor rozkazu – należy je z chwilą powołania do pracy zgłosić burmistrzom, którzy potwierdzają prawdziwość zgłoszeń i przesyłają je starostom.

Do „wartości majątkowych” należą fabryki, sklepy, nieruchomości itp., a nawet prawa użytkownika, np. dzierżawy. Tak dbały był rząd Generalnego Gubernatorstwa o los majątku żydowskiego, pozostawionego przez Żyda powołanego do pracy!

Rozkaz ten jest tak drobiazgowo ujęty, że może być przykładem na tzw. niemiecką dokładność. Oczywiście nie zapomina on i o tym, że za każdą kartę rejestracyjną zarejestrowany Żyd winien zapłacić 20 groszy. Pozostaje to w zgodzie z praktykowaną w stosunku do Żydów zasadą, że wszelkie wydatki związane z antyżydowskimi akcjami pokrywają sami Żydzi.

Jaką rolę odegrały te kartoteki w późniejszej akcji wysyłania Żydów (lato 1942 r.) już nie na pracę, ale wprost do obozów zagłady, widać choćby z dokumentów umieszczonych w Słowach niewinnych, Akcje i wysiedlenia – to są zbiory dokumentów wydane przez naszą instytucję; po prostu na ich podstawie Kreishauptmanni wysyłają żądane przez władze zwierzchnie kontyngenty ludzi z poszczególnych miejscowości do Bełżca, Treblinki itp.

Rozporządzenie o wprowadzeniu przymusu pracy wraz z postanowieniami wykonawczymi jest zasadnicze dla dziejów Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Oddaje ono w ręce władz niemieckich wszystkich Żydów zdolnych do pracy wraz z ich majątkiem i zawiera właściwie in nuce istotę wszystkich dalszych rozporządzeń, które w konsekwencji umożliwiły przeprowadzenie ostatecznej zagłady Żydów.

Inne rozporządzenia pochodzące z tego mniej więcej czasu, czy to o oznaczeniu Żydów i Żydówek (z 23 listopada 1939 r.), czy to o używaniu kolei przez Żydów, czy to o ustanowieniu rad żydowskich itp., są niejako pomocnicze w stosunku do zasadniczego rozporządzenia o przymusie pracy. Dają władzom możność odróżnienia Żyda od nie-Żyda bez potrzeby uciekania się do uciążliwego legitymowania podejrzanego, stwarzają instytucję żydowską, która – powołana przez władze niemieckie i przed nimi odpowiedzialna – często nieświadomie i wbrew swej woli działa na korzyść okupanta. Z drugiej strony, zarządzenia te izolują Żydów od otoczenia; stwarzają złudzenie, że Żydzi mają swoje autonomiczne władze. Przy czym niemiecka propaganda wykorzystała każdą sposobność, by odpowiednio oświetlić cele i zadania polityki niemieckiej wobec Żydów i szczegółowo uzasadniała i wychwalała każde rozporządzenie.

I tak np. „Krakauer Zeitung” z 13 marca 1940 r. pisze pod nagłówkiem Erfolgreiche Erziehung der Juden zu gegenseitiger Hilfe – Selbstverwaltung durch jüdische Ämter (Skuteczne wychowanie Żydów do wzajemnej autonomicznej samopomocy przez żydowskie urzędy). Gazeta rozpisuje się o pozytywnej i rozległej działalności rad żydowskich. Robi to wrażenie, jakby i ta instytucja – rada żydowska – powstała jedynie, jak i rozporządzenie o przymusie pracy, dla celów wychowawczych. A dr Maks Freiherr du Prel, ówczesny kierownik wydziału oświaty ludowej i propagandy, w książce wydanej w 1940 r. pod tytułem Das Deutsche Generalgouvernement Polen pisze wprost: „Dajemy Żydom na przestrzeni, która pozostaje pod niemieckim kierownictwem, możność współpracy przy rozwiązaniu kwestii żydowskiej, pozwalamy im stworzyć przesłanki, które umożliwią w przyszłości rozwiązanie ostateczne tego problemu, nie tylko w interesie świata, ale też w interesie samego żydostwa”. Jednak w drugim wydaniu tejże książki, które się ukazało w 1942 r., już tego passusu nie znajdujemy. Widocznie spełnił on już swoje zadanie.

Skoro mowa o rozporządzeniach niemieckich o celach wychowawczych, nie wolno nam zapominać i o innym rozporządzeniu, które rzeczywiście odnosi się do instytucji wychowawczej, mianowicie do szkół. Mam tu na myśli rozporządzenie o szkolnictwie żydowskim w Generalnym Gubernatorstwie z 31 sierpnia 1940 r. Rozporządzenie to głosi, że rada żydowska obowiązana jest dbać o szkolnictwo dla Żydów, że winna ona zakładać i utrzymywać potrzebną liczbę szkół powszechnych, że może ona oprócz tego zakładać szkoły fachowe i zawodowe, przy czym paragraf trzeci określa, że „do uczęszczania do tych szkół obowiązani są w myśl ogólnych polskich przepisów szkolnych” – jednym słowem w getcie obowiązywało powszechne obowiązkowe nauczanie w zakresie sześciu klas. Co za paradoks! To ilustruje stosunek ustawodawstwa do szkolnictwa, bo w ogóle nie było do pomyślenia, by coś podobnego mogło istnieć. Ale o co chodzi? Chodzi o kartoteki dzieci w tym wieku, jako że rozporządzenie o spisie obejmowało ludzi od 12–60 lat, a kartoteki obejmowały dzieci młodsze. Na podstawie ich można było urządzić wysyłkę dzieci do Rzeszy. Zresztą już Heydrich w swoim słynnym okólniku z 21 września 1939 r. zaleca przeprowadzenie spisu ludności żydowskiej, uznającego trzy kategorie osób różniących się wiekiem: do lat 16, od lat 16–20 i powyżej 20 lat. Podział ten widocznie odpowiadał etapom, przez jakie miała – według Heydricha – przejść kwestia żydowska przed jej ostatecznym rozwiązaniem (Endziel u. Abschnitte der Erfüllung dieses Endzieles).

Wspomnę przy sposobności o analogicznym postępowaniu władz niemieckich. W marcu– kwietniu 1943 r., kiedy niemieckie władze starały się zlikwidować getto warszawskie w „pokojowy sposób”, upoważniony do przeprowadzenia tej akcji W.C. Tӧbbens, cywil, fabrykant, właściciel największych szopów w getcie, wydał odezwę do ludności żydowskiej, wzywając ją do dobrowolnego opuszczenia getta i wyjazdu do Poniatowej, zachwalając warunki życia w tym nowym miejscu pracy. Przy tym radził on zabrać ze sobą i żony, i dzieci, gdyż – jak powiada odezwa – „o nie się też dbać będzie” (auch für sie wird gesorgt). Ci, którzy usłuchali tej rady, zginęli wkrótce potem wraz z żonami i z dziećmi w tejże Poniatowej.

Mówiłem dotychczas o „ustawodawstwie” niemieckim – jeśli można użyć wyrazu ustawodawstwo do tego rodzaju rozporządzeń – w odniesieniu do Żydów osobiście. Warto obecnie zwrócić uwagę na rozporządzenia niemieckie odnoszące się do majątku żydowskiego. Są one może bardziej szczegółowe i różnorodne niż te, które odnoszą się do ludzi. Majątek żydowski nie mniej interesował Niemców – a może nawet więcej – niż sami Żydzi. Z tego względu nie jest pozbawiona pewnej słuszności wysuwana niekiedy teza, że likwidację Żydów Niemcy przeprowadzili jedynie i wyłącznie dla opanowania ich majątku. Jakby to nie było powszechnie wiadomo, że po każdej akcji A, która polegała na likwidacji Żydów, szła akcja B (bardziej znana jako Werterfassung), polegająca na zebraniu plonów likwidacji: majątku pozostawionego przez ofiary.

Z tych kilku przykładów – mam wrażenie – jasno wynika, że ustawodawstwo niemieckie w stosunku do Żydów miało inne zadania niż normalne ustawodawstwo. Rozporządzenia tzw. rządu Generalnego Gubernatorswa miały za cel maskować prawdziwe jego zamiary wobec Żydów. Chodziło o wywołanie wrażenia wśród samych Żydów i na świecie w ogóle, że i wobec Żydów obowiązują pewne prawa, twarde wprawdzie – jak sami Niemcy twierdzili – ale sprawiedliwe. Die Herrschaft über die einheimische Bevölkerung war streng, abergerecht – twierdzi dr Josef Bühler w swoim sprawozdaniu z czteroletniej pracy rządu Generalnego Gubernatorstwa (tom 42, k. 134 i nast.). Twierdzi to już po ostatecznym „rozwiązaniu” kwestii żydowskiej, po czym wspomina, mówiąc o pracy policji. Niemcy nie chcą rozwiązać kwestii żydowskiej pogromami – pisała prasa niemiecka. To samo oświadczył Frank zagranicznym dziennikarzom, a ustawodawstwo też nie mówiło o pogromach.

A rezultat? Rozporządzenia rządu, to więc raczej pozorne rozporządzenia – w rzeczywistości służyły one do osłonięcia formą prawną bezprawnych etapów likwidacji Żydów. Dla pełniejszego uchwycenia ich majątku, dla wydobycia z Żydów resztek sił dla celów gospodarki niemieckiej, dla zachowania pewnych pozorów nie przystąpiono do ich likwidacji od razu, ale rozłożono to na poszczególne etapy prawne. A gdy Żydów już zabrakło, gdy prawie wszyscy wyginęli, to jeszcze władze niemieckie ściągały długi, które się należały Żydom od nie-Żydów, a w braku czegoś innego handlowano jeszcze włosami kobiet żydowskich, które sprzedawano firmom wyrabiającym z nich materace, jak też kośćmi i popiołem ze spalonych ciał, których używano jako kompostu, a zamiłowany w sztuce Niemiec garbował skórę żydowską, wyrabiając następnie z niej torebki i umbry, a z kości noże do rozcinania papieru. Dla większej emocji i podwyższenia ceny swych wyrobów nie omieszkał on umieszczać na nich napisu echter Jude – prawdziwy Żyd.

Poświęciłem może zbyt wiele miejsca kwestii prawnej, chociaż jak wiadomo, eksterminacja żydowska nie znalazła swego pełnego wyrazu w niemieckim ustawodawstwie. Niezależnie od takich czy innych ustaw czy rozporządzeń życie Żyda, a tym bardziej jego majątek, nie były przez nikogo chronione. Od pierwszego momentu zajęcia terytorium polskiego przez Niemców Żyd narażony był na śmierć lub szykany, które mogły go spotkać od byle jakiego niemieckiego pachołka. Nie będę wyliczał wypadków bezprawnego mordu, pogromów, grabieży, które spotkały Żydów tak ze strony władz wojskowych, jak i cywilnych. Wspomnę tylko o momentach bardziej jaskrawych, w których bezpośrednio brały udział niemieckie władze administracyjne. Otóż wiadomo, że przy każdej radzie żydowskiej istniał specjalny wydział pod nazwą Beschaffungsamt i że wydział ten – powołany do życia przez władze niemieckie – zobowiązany był do dostarczenia na ich żądanie wszystkiego, absolutnie wszystkiego, a przede wszystkim zobowiązany był urządzać mieszkania przybyszom z Niemiec. I tak Kreishauptmann, objąwszy swoje stanowisko w nowym mieście, wołał przede wszystkim do siebie kierownika wydziału Beschaffungsamt, żądając urządzenia mu specjalnych apartamentów i to zazwyczaj w ciągu bardzo krótkiego czasu, a że żądania ich nie były skromne, pochłaniało to olbrzymie sumy. Działo się tak i w Krakowie, i w Warszawie, Lwowie, Przemyślu, Czortkowie, Borszczowie... Powszechność tego zjawiska każe przypuszczać, że musiała istnieć wewnętrzna jakaś, tajna instrukcja w tej sprawie. Zresztą wynikało to i z poglądu władz niemieckich na to, że Żydzi sami powinni opłacać instytucje i urządzenia zorganizowane dla Żydów. I tak np. rada żydowska w Warszawie musiała dostarczyć materiału do budowy murów otaczających getto i opłacać robotników nie-Żydów, zajętych przy ich budowie. Działo się to zresztą nie tylko w Warszawie. Nawet za kule użyte przy rozstrzeliwaniu Żydów w czasie akcji lub w pojedynczych wypadkach musieli Żydzi płacić według rachunku, który został im po ukończeniu akcji przedłożony. Tak samo musieli oni dość często opłacać koszty transportu do obozów śmierci.

Inną formą legalnej grabieży mienia żydowskiego były liczne daniny, kontrybucje nakładane na ludność żydowską przez władze administracyjne Generalnego Gubernatorstwa. Dość często podawano je do publicznej wiadomości za pomocą ogłoszeń rozplakatowanych po mieście, z podpisami przedstawicieli władzy, czy to gubernatora – Fischera, czy to Kreishauptmanna – Rouprechta [Rupprechta]. Po ich ściągnięciu prowadzono następnie korespondencję z rządem (t. 270, k. 84–92).

Było to postępowanie nieprawne, bo nie wynikało z akt ustawodawczych rządu Generalnego Gubernatorstwa, ale niemniej było ono powszechne i tak jawnie stosowane, że trudno przypuszczać, że władze centralne o tym nie wiedziały. Zresztą dziwny system prawny był stosowany w Generalnym Gubernatorstwie. Rozporządzenia zasadniczej natury, najbardziej dotkliwe dla społeczeństwa żydowskiego, wychodziły nie od władz centralnych, ale od władz najniższych: Kreishauptmannów lub burmistrzów, często nawet od wójtów z powołaniem się na Kreishauptmanna itp. Mam tu na myśli ustne lub pisemne zarządzenia co do tworzenia żydowskich dzielnic mieszkaniowych, czyli gett, na terytorium Generalnego Gubernatorstwa. Na szczęście zachował się szereg oryginałów tego rodzaju zarządzeń władz miejscowych. Pierwsze getto w Generalnym Gubernatorstwie, czyli w Kolonialgebiet, jak dr Josef Bühler nazywa Generalne Gubernatrostwo, powstało już pod koniec 1939 r. w Piotrkowie Trybunalskim, następne w Łowiczu w maju 1940 r. …

Tłumacz: Czy to dr Josef Bühler powołany [powołał]?

Biegły: Tak jest. Jeżeli ma zastrzeżenia, mogę mu udowodnić.

W ciągu 1940 i pierwszych miesięcy 1941 r. powstały wszystkie inne. W dystrykcie Galizien później, do pierwszej połowy 1942 r. Służyły one, jak podawały oficjalne zarządzenia władz niemieckich, do ochrony społeczeństwa od zarazy. Teren zajęty pod getto otoczono drutem kolczastym lub murem i nazwano go terenem zarazy. Dla przykładu przytoczę motywy tworzenia dzielnic, podawane w niektórych zarządzeniach. Tak np. szef dystryktu krakowskiego dr Wächter wysuwa „względy sanitarne, gospodarcze i polityczne” (3 marca 1941 r.), wójt gm. Falenica koło Warszawy podaje to zarządzenie bez motywów, powołuje się jedynie na zarządzenie Kreishauptmanna z 5 listopada 1940 r., ale 18 stycznia 1941 r., ogłaszając obwieszczenie o tym, że żydowska dzielnica mieszkaniowa w Falenicy zostaje uznana za zamknięte getto, podaje w paragrafie 5 charakterystyczny dopisek: „Na podstawie dodatkowego zarządzenia pana Kreishauptmanna, z powodu wybuchu epidemii tyfusu plamistego na terenie getta, zaostrza się prawo opuszczania getta przez zamieszkałych tam Żydów o tyle, że każdy Żyd, który znajduje się poza terenem getta, zostanie zastrzelony”.

Tu motyw zarazy występuje później, jako przyczyna zamknięcia dzielnicy żydowskiej, w której dopiero zaraza wybuchła. W innych znowu miejscowościach Niemcy tłumaczyli Żydom, że getta powstały dla dobra Żydów, gdyż w ten sposób unikną oni prowokacji i doniesień ze strony Ukraińców (Stanisławów), a w Nowogródku znowu podano, że „Celem odbudowy miasta tworzy się wspólnotę mieszkaniową dla ludności żydowskiej”.

Ale niezależnie od takiej czy innej motywacji sposób urządzania dzielnic mieszkaniowych był wszędzie ten sam. Wspomnę, że o istnieniu getta w Warszawie i innych miastach Frank informuje Hitlera już 2 października 1940 r., jeszcze przed faktycznym powstaniem getta w Warszawie (t. 6, k. 101).

Nie będę opisywał życia Żydów zamkniętych w gettach. Jest ono powszechnie znane. Wiadomo, jaka zastraszająca śmiertelność dziesiątkowała ludność gett, wiadomo też, że zaraza nie była przyczyną ich tworzenia, ale była wynikiem, przewidzianym zresztą przez władze, istnienia gett. Jest też stwierdzone, że tam, gdzie zarazy w getcie nie było, Niemcy starali się ją sztucznie wywołać, przesiedlając chorych z innych gett, zarażając ludzi. By nie pozwolić na unormowanie życia w getcie, granice jego stale zmieniano, a teren uszczuplano. Istniały co do tego zarządzenia władz administracyjnych, publicznie rozplakatowane.

Dla charakterystyki warunków życia w getcie warszawskim pozwolę sobie przytoczyć małą tabelkę zaczerpniętą z tajnego biuletynu, który ukazywał się w getcie warszawskim (z 20 listopada 1941), [porównanie] przydziałów żywnościowych, jakie otrzymywały poszczególne kategorie ludności od władz niemieckich:

Wartość w kaloriach żywności Cena kupna kalorii

otrzymanej dziennie wynosiła

Dla: Niemców 2310 kcal 0,3 gr

Polaków 654 kcal 2,6 gr

Żydów 184 kcal 5,9 gr

Tabela ta wyraźnie wskazuje na to, że Żydzi w gettach skazani byli na powolną śmierć. Wynika to też niezbicie i z odpowiednich notatek pamiętnika Franka, który zresztą 24 sierpnia 1942 r. oświadczył, że wskutek przyspieszenia akcji antyżydowskich Żydzi nie zdążą umrzeć z głodu.

Dla charakterystyki chaosu prawnego, jaki istniał w Generalnym Gubernatorstwie, przytoczę jeszcze następujący szczegół: za opuszczenie granic dzielnicy żydowskiej np. w Falenicy Kreishauptmann grozi karą śmierci już 18 stycznia 1941 r., podczas gdy rozporządzenie wydane (znacznie później, bo dopiero 29 kwietnia 1941, z ważnością od 10 maja 1941 r.) przez generalnego gubernatora przewiduje za to samo przestępstwo karę pieniężną (do dziesięciu tysięcy złotych), względnie ponadto areszt lub nawet więzienie. Kara śmierci za opuszczenie dzielnicy mieszkaniowej przez Żyda zjawia się dopiero w rozporządzeniu generalnego gubernatora z 15 października 1941 r., z ważnością od 25 tegoż miesiąca (Weh. B. 430).

Kreishauptmanni stosowali jednak karę śmierci za tę zbrodnię znacznie wcześniej, przy czym – o ile mi wiadomo – przesyłali sprawozdania z tego tytułu władzom wyższym. Dopiero okólnik Głównego Wydziału Sprawiedliwości z 30 marca 1942 r. zwalnia ich z tego obowiązku, pozostawiając im w tej dziedzinie wolną rękę (t. 87, k. 246). W sprawozdaniach ze swoich czynności przesyłanych władzy przełożonej „rządowi” Generalnego Gubernatorstwa, gubernatorzy dystryktów podają stan ludności żydowskiej w gettach, a przede wszystkim jej śmiertelność. I tak np. według sprawozdania gubernatora Fischera z 10 lutego 1942 r. śmiertelność Żydów w getcie warszawskim doszła w styczniu 1942 r. do 5 123 wypadków, przeciętnie dziennie 165 wypadków. Tak dokładnie studiowano ten problem (t. 39, k. 76). Ale mimo tak przerażającego stanu rzeczy, o czym władze były dobrze poinformowane, gdyż otrzymywały dokładne sprawozdania z wydziałów statystycznych poszczególnych rad żydowskich, propaganda niemiecka, tak w kraju, jak i za granicami Generalnego Gubernatorstwa wychwalała sposób rozwiązania kwestii żydowskiej za pomocą gett. Przed deportacją Żydów czeskich z Terezina gazeta czeska „Polednij List” z 12 września 1941 r. zamieściła artykuł wychwalający humanitaryzm Niemców wobec Żydów i jako przykład podano życie w getcie warszawskim. Jeszcze jesienią 1942 r. pisano o szczęśliwym życiu w gettach Generalnego Gubernatorstwa.

Ale getto było tylko formą przejściową. Wiedziały o tym nie tylko władze centralne Rzeszy czy Generalnego Gubernatorstwa, ale i dostojnicy średniej miary. Np. komendant schupo w Stanisławowie już we wrześniu 1941 r. przy tworzeniu getta zapowiada, że będzie istniało tylko do 1942 r., a następnie wszyscy Żydzi znikną (według pamiętników inż. Fenermana pisanych pod okupacją, a doprowadzonych do 12 października 1943 r.; autor następnie zginął). Stroop w swoim słynnym sprawozdaniu podaje, że już bezpośrednio po utworzeniu dzielnic zamkniętych okazało się, że nie wszystkie niebezpieczeństwa zostały przez to usunięte i że względy bezpieczeństwa wymagały, by Żydów w ogóle usunąć z Warszawy, tzn. przesłać do Treblinki.

Te same względy istniały oczywiście w każdej innej miejscowości. Wynika z tego niezbicie, że i przed konferencją ze stycznia 1942 r. w Berlinie władze Generalnego Gubernatorstwa zastanawiały się nad tym, jak pozbyć się Żydów zamkniętych w gettach. Getto było tylko najwygodniejszym środkiem do tego celu, w tym celu zresztą powstało. Ewentualne różnice zdań budziło nie samo zagadnienie, czy wyniszczyć Żydów, ale pytanie technicznej natury, jak to zrobić. I dlatego, by Bühler z ramienia rządu Generalnego Gubernatorswa miał możność uczestniczenia w konferencji poświęconej zagadnieniu ostatecznej likwidacji Żydów, a zwołanej przez Heydricha do Berlina 20 stycznia 1942 r., przybył on tam nie jako człowiek niewtajemniczony, dowiadujący się dopiero na miejscu o zagadnieniu, które stoi na porządku dziennym.

Nie, tym zagadnieniem interesowano się w Generalnym Gubernatorstwie i przedtem i to nie tylko teoretycznie. Coś niecoś w tym kierunku już zrobiono, ale były to raczej próby. Chodziło o rozwiązanie radykalniejsze. Miało się ono odbyć i w szybszym tempie, i w większych rozmiarach. Na to rząd Generalnego Gubernatorstwa zdobyć się nie mógł. Być może z powodu własnej nieudolności. I dlatego, gdy Bühler zapoznał się z planem ostatecznej likwidacji Żydów, przyjął go z zadowoleniem, jak o tym świadczy protokół tego posiedzenia (t. 38, k. 51–52). Prosi, by tę Endlösung rozpocząć od Generalnego Gubernatorstwa, on już wie, że Żydzi są tu niepotrzebni do pracy, zresztą większość z nich jest w ogóle niezdolna do pracy. Podaje liczbę Żydów – dwa i pół miliona – i wyraża gotowość przeprowadzenia robót przygotowawczych. Oczywiście, traktowanie tego problemu należy do szefa policji bezpieczeństwa i służby specjalnej – jak zaznacza – ale praca ich w tym kierunku znajdzie pełne poparcie u władz Generalnego Gubernatorstwa.

Muszę zaznaczyć, że konferencja z 20 stycznia 1942 r. nie była jedyną, na której omawiano kwestię „wysiedlenia” Żydów, a w której uczestniczy przedstawiciel „rządu” Generalnego Gubernatorstwa. Przypomnę tu tylko konferencję z 12 lutego 1940 r. w Karinhall, na której Frank wyraził zgodę na przyjęcie Żydów wysiedlonych z Łodzi (Warthegau). Według Himmlera, biorącego udział w tym posiedzeniu, mieli oni osiąść w rezerwacie dla Żydów, tj. w Generalnym Gubernatorstwie między Wisłą a Bugiem (t. 6, k. 48). Zaznaczę, że protokół z tego posiedzenia nosi tytuł: Sitzung über Ostfragen. Podobnie w zarządzeniach Koppego w sprawie przesiedlenia Żydów i Polaków z Warthegau z powoływaniem się na Himmlera (1939/41 r.), mówi się o Generalnym Gubernatorstwie jako miejscu osiedlenia się Żydów przesiedlonych z zachodu (t. 8, k. 1 i nast.). I rzeczywiście, w ciągu 1940/41 przybywały na teren Generalnego Gubernatorstwa liczne transporty z Warthegau, czyli z ziem wcielonych do Rzeszy, jak też ze starej Rzeszy, o czym uprzedza gubernatorów i Kreishauptmannów dr Bühler pismem z 17 stycznia 1941 r.

Wspomnę jeszcze, że sam Bühler, godząc się na plan „wysiedlenia” Żydów, widocznie miał na myśli Generalne Gubernatorstwo jako cel wysiedlenia, skoro podał, że zagadnienie transportu nie odgrywa tu żadnej roli. Dodam wreszcie, że rozkład jazdy „specjalnych pociągów” z Białegostoku nazywa ich pasażerów Aussiedler.

W rozporządzeniu Franka z 26 października 1939 r. o przymusie pracy dla Żydów w Generalnym Gubernatorstwie mówi się w dość zagadkowy sposób o tym, że teren na wschód od Wisły może nie być objęty tym rozporządzeniem. Chodzi tu o teren przeznaczony na tzw. rezerwat.

Chciałbym jeszcze zauważyć, że dr Wetzell w swojej pracy Stellungnahme und Gedanken zum Generalplan Ost des Reichsführers (Berlin, 27 kwietnia 1942 r.) mówi, że „Wysiedlenie Żydów jest zbyteczne wobec rozwiązania kwestii żydowskiej. Ewentualne przesiedlenie po ukończeniu wojny pozostałych jeszcze Żydów do obozów przymusowych na terenie północnej Rosji lub Syberii nie jest wysiedleniem” (cudzysłów autora). Do wysiedlenia (bez cudzysłowu) pozostają jeszcze Polacy, Ukraińcy z zachodu i Białorusini.

I rzeczywiście, po powrocie Bühlera z konferencji w 1942 r. zaczęto budować obozy zagłady w Treblince i Sobiborze, na terenie, gdzie przedtem już nagromadzono większą liczbę Żydów, tak z Generalnego Gubernatorstwa (Żydzi wysiedleni np. z Krakowa w 1940/41 r.), jak i spoza (z Rzeszy, Austrii, Czechosłowacji), w tzw. rezerwacie. Teraz dopiero okazało się, do czego miał służyć „rezerwat”.

I rozpoczęła się w całym Generalnym Gubernatorstwie zakrojona na wielką skalę akcja wysyłania Żydów do obozów śmierci. W oficjalnej terminologii nazwano ją akcją przesiedleńczą (Umsiedlungsaktion). Akcja – którą kierowali referenci do spraw żydowskich urzędujący czy to przy szefach dystryktów, czy przy Kreishauptmannach, względnie kierownicy poddziału sprawy ludnościowe i opieka – była szczegółowo z góry opracowana i przeprowadzana bardzo starannie, by ani jedna dusza żydowska nie mogła ujść. Ułożono kalendarzyk zajęć; zorganizowano specjalne rozkłady jazdy dla pociągów idących np. do Treblinki; mobilizowano i policję niemiecką, i granatową, a przy pierwszych akcjach i żydowską służbę porządkową, aparat rady żydowskiej. Zaczęła się łapanka po ulicach, szukanie po domach albo – zwłaszcza na początku – wzywanie „na pracę” ludzi według list rejestracyjnych. Powszechnie zaś głoszono, że chodzi o wysyłkę ludzi do pracy na wschód.

W konferencjach zaś, dotyczących „przesiedlenia” Żydów, stale bierze udział przedstawiciel wydziału Bevölkerungswesen u. Fürsorgë przy danym gubernatorze, który następnie wysyła dokładne sprawozdanie do Krakowa. I tak np. znamy notatkę przesłaną do rządu w Krakowie z konferencji, która się odbyła – na życzenie rządu – między Hauptsturmführerem Hoefle a przedstawicielem wydziału Bevölkerungswesen w Lublinie 17 marca 1942 r. Mowa tu była o wydzieleniu z transportów żydowskich niezdolnych do pracy i odesłanie ich do Bełżca; zdolni zaś do pracy Żydzi mieli pójść do specjalnego obozu, skąd rozesłano by ich na pracę stosownie do ich specjalności. Przy czym Hoefle oświadczył, że Bełżec może przyjmować dziennie cztery do pięciu transportów po tysiąc ludzi każdy. Żydzi ci „przeszliby granicę i nigdy już nie wrócą do Generalnego Gubernatorstwa” (diese Juden kämen über die Grenze und wurden nie mehr ins Generalgouvernement zurückkommen). Plan ten został później całkowicie zrealizowany, z tą tylko drobną poprawką, że obozu dla zdolnych do pracy nie uruchomiono. Transporty w całości szły do Bełżca, bez selekcji na zdolnych i niezdolnych do pracy.

Mniej więcej od połowy 1942 r. do obozów śmierci zaczęły napływać liczne transporty; całe miasta (getta) zostały tam przesiedlone. Komory gazowe w tych obozach zdążyły już pochłonąć setki tysięcy ludzi, kiedy się ukazały rozporządzenia Krügera o utworzeniu dzielnic mieszkaniowych w okręgu Warschau i Lublin. Drugie rozporządzenie Krügera ustanawia szereg dzielnic mieszkaniowych dla Żydów w innych dystryktach. Brzmi to jak paradoks, ale rozporządzenia Krügera o utworzeniu dzielnic mieszkaniowych w Generalnym Gubernatorstwie faktycznie mówią o ich likwidacji, a nie o powstaniu. Redukują bowiem znaczną liczbę dzielnic, które do wydania tych rozporządzeń istniały, a przy tym przechodzą milcząco nad faktem, że w międzyczasie niektóre z nich zostały zlikwidowane. Tylko dzięki perfidnej terminologii niemieckiej rozporządzenia te noszą nazwę „o utworzeniu dzielnic mieszkaniowych”. Rozporządzenia Krügera przewidują karę śmierci dla Żyda opuszczającego getto po 1 grudnia i dla tego, który ukrywa Żydów poza obrębem getta. Ciekawe, że szef bezpieczeństwa ustanawia karę śmierci dla opuszczających getto dopiero od listopada 1942, podczas gdy np. Kreishauptmanni stosowali ją mniej więcej już od stycznia 1941 r.

W jakim celu wydane zostały powyższe rozporządzenia Krügera, skoro na terenie Generalnego Gubernatorstwa getta istniały od dawna, a niektóre z nich były już zlikwidowane? Nie inaczej, i te rozporządzenia miały wprowadzić w błąd ludność żydowską. Zdawało się, że z chwilą, kiedy sam szef bezpieczeństwa Krüger ogłasza listę miejscowości, w których Żydom wolno mieszkać, to w takim razie oznacza to koniec akcji na Żydów, ludność żydowska była pewna, że odtąd w tych miejscowościach będzie zupełnie bezpieczna. Część Żydów, którzy w międzyczasie zdążyli już znaleźć sobie kryjówki, czy to w getcie samym, czy po tzw. aryjskiej stronie, wracała do getta, gdyż wszak po aryjskiej stronie grozi im kara śmierci, w getcie zaś przynajmniej ich życiu bezpośrednio nie grozi żadne niebezpieczeństwo. Jeśli nawet część, nauczona smutnym doświadczeniem, nie dowierzała i nadal Niemcom, to jednak trudno było i jej uwierzyć, że tak dalece sięgać będzie perfidia niemiecka, że wkrótce po ściągnięciu Żydów do gett rozpocznie się ostatnia fala egzekucji, która zakończy się ostatecznie ogłoszeniem miasta jako judenrein. Rozporządzenia Krügera miały też zapewne i ten cel, by skupić Żydów z wielu miejscowości, w których zostali w międzyczasie zdziesiątkowani – w myśl okólnika Heydricha z września 1939 r. – w nielicznych punktach dla umożliwienia przeprowadzenia ostatecznej likwidacji.

Resztki żydostwa polskiego zginęły albo na miejscu, albo zostały wywiezione do obozów zagłady. W opuszczonych gettach pozostały tylko drobne komanda pracy, tzw. Räumungskommando, które zajmowały się zbieraniem pozostawionego przez Żydów majątku, segregowaniem go i odstawianiem do magazynów niemieckich, skąd przedmioty cenniejsze odsyłano do Rzeszy, mniej cenne sprzedawano za bezcen przede wszystkim uczestnikom akcji, urzędnikom niemieckim, volksdeutschom itp. indywiduom. Po ukończeniu swej pracy i członkowie Raümungskommando ginęli śmiercią męczeńską. Przejdę teraz do rozdziału o tzw. obozach pracy.

W przeciwieństwie do obozów zagłady mało się u nas dotychczas mówiło o obozach pracy dla Żydów, które pod względem czasu wyprzedziły obozy zniszczenia. Dlatego przechodzę do ich omówienia, a czynię to tym chętniej, że materiałów dotyczących tych obozów prawie że nie mieliśmy, a z byłych świadków, więźniów tych obozów, prawie nikt nie został. A obozy te – acz nieznacznie skromniejsze co do rozmiarów, pojemności i wydajności – w niczym jednak nie ustępowały pod względem reżimu, okrucieństwa i zadania, jakie miały one do spełnienia, obozom zagłady. Różnica – jeśli koniecznie chcemy się jej dopatrzeć – polegała raczej na metodzie niszczenia: w obozach pracy była ona powolniejsza, obliczona na dłuższą metę (parę miesięcy); zabijano w nich więźniów pracą ponad siły, za pomocą głodu, chorób, czyli jak to Niemcy określali, w tych obozach umierano śmiercią naturalną, a w mniejszej mierze stosowano tu środki radykalniejsze (zabijanie na miejscu). W obozach pracy komór gazowych i krematoriów nie było. Istnieje jednak zasadnicza różnica między tymi dwoma rodzajami obozów pod innym względem, pod względem kierownictwa, odpowiedzialności za nie, wewnętrznej organizacji, administracji.

Jeśli chodzi o obozy zagłady, to właściwie były one administrowane przez szefa SS i policji (Treblinka, Sobibór i Bełżec miały nazwę Generalgouvernement der SS und Polizeiführer im Distrikt Lublin SS Sonderkommando Treblinka), obozy zagłady zaś, które równocześnie były obozami koncentracyjnymi (Oświęcim, Majdanek) należały do systemu Wirtschaft – Verwaltungshauptamt, a więc kierowane były przez centralę znajdującą się w Oranienburgu. Jeśli chodzi o władze administracyjne Generalnego Gubernatorstwa, to głównie zajęte one były dostarczaniem „surowca” do tych obozów; samą zaś produkcją śmierci kto inny się zajmował. Natomiast, jeśli chodzi o obozy podporządkowane SS i Polizeiführerowi, w tym wypadku Globocnikowi, który dowodził akcją niszczenia Żydów w Generalnym Gubernatorstwie – Aktion Reinhardt – to one tym samym podlegały i „rządowi” Generalnego Gubernatorstwa. Jeśli chodzi o obozy pracy, to porządek tu był inny: przede wszystkim podlegały one władzy cywilnej (Arbeistsamt).

„Bieżące ukrócenie Żydów, jak też samo regulowanie przydziału pracy przeszło 13 czerwca 1940 r. od wyższego dowódcy SS i kierownika policji na główny wydział Praca”. podpis: dr Frauendorfer. Stan ten trwał do 25 czerwca 1942 r., w którym to dniu Frauendorfer okólnikiem 113/42 zawiadomił kierowników działu Praca i kierowników urzędów pracy w Generalnym Gubernatorstwie, że odtąd Żydów do pracy wolno przydzielać tylko po uprzednim porozumieniu z szefem policji. Chodzi o to, aby przedstawić teraz, jaki los spotkał Żydów pracujących w obozach pracy. W tym okresie, gdy obozy te podlegały tylko i wyłącznie Abteilung Arbeitsamt przy szefie dystryktu. Chciałbym także rzucić światło na pochodzenie materiału, na którym opieram swoje wywody. Pochodzi on z podziemnego archiwum, które niedawno zostało odkopane spod gruzów getta warszawskiego. Archiwum to pod kierownictwem znanego historyka żydowskiego zbierało wszelkie materiały, oryginalne niemieckie dokumenty, zeznania świadków, gazety podziemne itp. Siłą rzeczy materiały te dotyczą momentu, na które późniejszy badacz historii Żydów pod okupacją nie byłby zwracał uwagi jako na zbyt błahe, albo w ogóle o nich nie wiedział z braku dokumentów i żywych świadków. Oczywiście, obozy pracy zajmują tam poczesne miejsce jako niezwykłe zjawisko, któremu nadziwić się nie mogli współcześni. Nie wiedząc jeszcze, co ich czeka, nie mogli współcześni zrozumieć sensu tych szykan. Nie mogli uwierzyć, że rzeczywiście zagłada Żydów jest celem polityki niemieckiej, że akcją tą kierują naczelne władze państwa, a nie są to tylko wybryki lokalnych władz czy poszczególnych jednostek. Z olbrzymiego materiału przytoczę parę faktów ilustrujących tezę, że i obozy z okresu pierwszego, kiedy jeszcze końcowy cel zupełnej likwidacji Żydów był słodką tajemnicą niewielu wtajemniczonych, że i te obozy były obozami zagłady.

Z krótkiej, ścisłej, a dobrze udokumentowanej prasy, pochodzącej jeszcze z 1940 r., znajdujemy dokładne dane z pewnego odcinka historii obozów pracy. Od 16 sierpnia do 3 grudnia 1940 r. z Warszawy wyjechało na pracę 15 transportów, wiozących 5253 osoby, z tego 4118 warszawiaków, reszta z prowincji. Wśród warszawiaków było nawet 1167 ochotników, reszta została powołana imiennie przez Arbeitsamt. Początkowo kierowano te transporty do Lublina, a stamtąd do poszczególnych obozów pracy, później zaś wprost do obozów pracy. Pracowali przy melioracji rzek, budowie szos, pozostając często pod kierownictwem prywatnych firm. Mimo że Arbeitsamt przyrzekał im dobre warunki pracy i płacę za nią półtora do dwóch i pół złotego dziennie, prócz utrzymania, prawie we wszystkich obozach nic nie dostawali, a warunki życia były tego rodzaju, że robotnicy od razu poczuli, że znajdują się nie w obozie pracy, lecz karnym.

Warunki życia były fatalne: w izbie o wymiarach pięć na sześć metrów spało 75 robotników, leżąc na podłodze jeden na drugim. W obozach przeważnie brakowało wody. Robotnicy byli brudni i zawszeni. Dla chorych nie było specjalnych izb, leżeli razem ze zdrowymi. Brak było lekarstw, lekarzy. W ciągu czterech miesięcy było 40 wypadków śmierci przy pracy. Wyżywienie składało się z czarnej kawy na śniadanie i kolację i pół litra zupy na obiad. Chleba z początku dawano 200–500 g dziennie, a potem 200. Pracowano od ośmiu do dziesięciu godzin, przy czym odległość do pracy wynosiła nawet 12 km. Po pewnym czasie robotników zwolniono, musieli oni na własny koszt wrócić do Warszawy. Do Warszawy wróciło jednak tylko 3300 osób. 150 zginęło w obozie. Na 3300, które wróciły, 2475 rada żydowska musiała natychmiast skierować do lekarzy. Liczba 2475 nie obejmuje tych, którzy leczyli się prywatnie lub byli już w szpitalach. Jednym słowem, nie było ani jednego zdrowego robotnika. Trzeba pamiętać, że do obozów pracy brano wówczas mężczyzn od 18 do 35 lat, przy czym badali ich lekarze żydowscy, następnie niemieccy. Wyjechali na pracę ludzie młodzi, silni, zdrowi, wrócili chorzy, osłabieni do ostatnich granic możliwości, często kalecy. Liczne opisy z tych czasów malują potworne sceny, jakie się rozgrywały w getcie w momencie powrotu młodzieńców, którzy zaledwie parę miesięcy wcześniej w pełni sił i ochoty wyjechali, czasami nawet dobrowolnie, na pracę.

Oczywiście to, co tutaj przytoczyłem, jest tylko drobnym fragmentem, ułamkiem ówczesnego życia. Z innych obozów pracy ówczesnego okresu dowiadujemy się, że chorych na zakaźną chorobę rozstrzeliwano na miejscu. Liczne były też wypadki bicia więźniów na śmierć. Inspektorzy wysyłani z ramienia rady żydowskiej w Warszawie (wówczas było to jeszcze możliwe) w swoich sprawozdaniach z wizytacji obozów często stwierdzali, że obozowcy to stado chodzących trupów lub to nie ludzie, ale chodzące strzępy itp. Autorka innej relacji o obozie pracy w Pomiechówku podaje, że w ciągu sześciu tygodni zginęło w tym obozie 800 osób. Każdy podejrzany o tyfus zabierany był na izolację i rozstrzeliwany. Zginęli w tym obozie Żydzi z Warszawy, Płońska, Nowego Dworu i innych. Autorka nazywa ten obóz obozem śmierci, a użyła tej nazwy, zanim świat dowiedział się o innych obozach śmierci, o Chełmnie, Bełżcu i innych.

Żydzi przez dłuższy czas nie orientowali się w tym, że zagłada Żydów, to program rządu. Sądzili, że to wybryki władz niższych lub poszczególnych jednostek i w obronie swego życia odwoływali się do władz wyższych. I tak np. w sprawie obozów pracy rada żydowska 8 listopada 1940 r. wystosowała memoriał do Arbeitsamtu w Warszawie, a 11 listopada 1940 r. drugi – do szefa dystryktu. Ciekawe, że w tomie 113 akt obecnego procesu na karcie 132 znajdujemy pismo oddziału „Praca” w Warszawie, w którym autor skarży się na trudności związane z zatrudnieniem Żydów, które wynikły ze złego traktowania ich w poszczególnych obozach, że listy, które nadchodzą z obozu, i powracający chorzy robotnicy spowodowali, że odtąd wezwani do pracy Żydzi nie zjawiają się. By uchwycić robotników, trzeba posługiwać się policją, która też nie może podołać zadaniu, gdyż Żydzi ukrywają się. Autor przytacza konkretny wypadek, że na 700 powołanych ujęto zaledwie 183. Z tego wynika, że memoriał rady żydowskiej doszedł do władz, którym te stosunki były znane. Nie tylko w sprawie obozów zwracano się do władz z memoriałami. Czyniono to i w innych sprawach np. przeciwko tworzeniu getta warszawskiego z powodu obawy przed zarazą wystąpił z odpowiednim pismem do władz dr Stein, dyrektor szpitala żydowskiego na Czystem w Warszawie. Analogiczne pismo przesłał przewodniczący rady żydowskiej w Krakowie z chwilą, kiedy i w Krakowie stała się aktualna sprawa utworzenia getta (marzec 1941 r.).

Chciałbym tu wspomnieć o innej, głośnej w swoim czasie, sprawie. Starosta miejski w Krakowie 18 maja 1940 r. ogłosił „dobrowolne wysiedlenie” Żydów z Krakowa do 15 sierpnia. Po tym terminie mieli tam zostać tylko ci, którzy byli „jeszcze potrzebni” i z tego powodu otrzymali specjalne zaświadczenia (Ausweisy). Tysiące Żydów, nie otrzymawszy zezwolenia na pobyt w Krakowie, miasto opuściło. Po pewnym czasie władze niemieckie przeprowadziły kontrole zaświadczeń o prawie pozostania w Krakowie. Tysiącom Żydów cofnięto nagle zezwolenie i rozkazano natychmiast opuścić pod eskortą miasto z prawem zabrania ze sobą tylko 25 kg bagażu. Wysiedleńców miano odtransportować do miejsc wyznaczonych przez władze (małe miasteczka w Lubelskiem). Rozporządzenie to dotyczyło zarówno dzieci, starców, jak i chorych i było ono tym uciążliwsze, że działo się to zimą. W sprawie tego zarządzenia 11 grudnia 1940 r. najstarsi rabini miasta zwrócili się z pismem do gubernatora dystryktu krakowskiego dr. Wachtera, wykazując, że ludzie przeznaczeni na przymusowe wysiedlenie w niczym nie zawinili i dlatego niesłusznie spotyka ich kara; wobec tego prosili o przedłużenie terminu wysiedlenia i udzielenie zezwolenia na zabranie ze sobą narzędzi pracy i przepustki, by mogli samodzielnie wyjechać do miejsc zamieszkania, które sami obiorą. Równocześnie autorzy prosili o przyjęcie ich „na audiencję”.

Oczywiście, że na pismo to władze nie odpowiedziały, natomiast autorzy pisma zostali wkrótce aresztowani i zesłani do Oświęcimia. Mimo interwencji ze strony wybitnej jednostki ze sfer duchowieństwa katolickiego zatrzymanych nie zwolniono i wkrótce potem wszelki ślad po nich zaginął. Zaznaczam, że w sprawie tego pierwszego wysiedlenia Żydów z Krakowa i Rada Główna Opiekuńcza zwróciła się do Stadthauptmanna Krakowa pismem z 12 sierpnia 1940 r., zawierającym szereg poważnych motywów, dla których rozporządzenie winno być cofnięte. I ten memoriał – o ile mi wiadomo – pozostał bez odpowiedzi. W każdym razie rozporządzenia ani nie cofnięto, ani nie zmieniono na korzyść Żydów.

Jako główny motyw tego wysiedlenia szef dystryktu krakowskiego w rozporządzeniu z 25 listopada 1940 r. podał: „by Kraków uwolnić od Żydów”. I z tego względu nagle wysiedlono ok. ośmiu tysięcy ludzi, z których część już w drodze zginęła lub umarła. Był to pierwszy wypadek, kiedy na publicznie rozwieszonym plakacie podpisanym przez odpowiedniego kierownika administracji niemieckiej oficjalnie podano jako cel akcji antyżydowskiej: judenrein.

Chciałbym jeszcze pod koniec zwrócić uwagę na to, że w wielu wypadkach władze SS w swoich zarządzeniach antyżydowskich były wzorem dla centralnych władz niemieckich i władz okupacyjnych innych krajów. Weźmy np. rozporządzenie o oznaczeniu Żydów i Żydówek. Rozporządzenie o znaczeniu sklepów żydowskich wydał Frank 16 września 1939 r., jeszcze jako szef cywilnej administracji przy naczelnym dowództwie armii niemieckiej na wschodzie: rozporządzenie to powtarza jako generalny gubernator 23 listopada 1939 r.

Rozporządzenie o oznaczeniu Żydów i Żydówek ukazuje się w Generalnym Gubernatorstwie już 23 listopada 1939 r. W Rzeszy analogiczne rozporządzenie zjawia się dopiero 1 września 1941, w okupowanej zaś Francji dopiero 29 maja 1942 r. (z ważnością od 7 czerwca 1942 r.).

O tym, że przedstawiciele władzy cywilnej byli nad miarę gorliwi w dziele tępienia ludności miejscowej, dowiadujemy się z licznych notatek naczelnego dowódcy armii „Wschód” (t. 8, k. 127). Władze wojskowe są zaniepokojone nieludzkim odnoszeniem się władz cywilnych do ludności kraju podbitego. Zwracają uwagę swoich przełożonych na niebezpieczeństwo grożące z tego powodu. Władze wojskowe są też zdumione, że cywilne urzędy biorą na własną rękę zakładników i rozstrzeliwują ich (t. 70, k. 4) itp. Ba, władze cywilne, administracja, w swej żądzy zgładzenia wszystkich Żydów prześcignęła nawet SS i Reichsführera. Znany jest np. fakt, że w listopadzie 1944 r. Himmler zakazał gazowania więźniów w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Słynny jest też telegram wysłany przez Himmlera do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, o tym, że Der Reichsführer SS hat Befohlen, dass die Sterblichkeit unbedingt Geringer werden muss (Reichsführer SS polecił, że śmiertelność bezwarunkowo musi się zmniejszyć). I w innych obozach koncentracyjnych pod koniec 1944 r. dał się zauważyć zwrot w stosunku do więźniów Żydów (np. pismo Bratenschłagera [Barteschlagera] w Częstochowie).

Oczywiście, że zdajemy sobie sprawę z motywów, dla których tu i ówdzie złagodzono kurs wobec Żydów. Było to już pod koniec panowania III Rzeszy, kiedy nawet najzagorzalsi zwolennicy partii narodowosocjalistycznej przestali wierzyć w zwycięstwo. Ale bądź co bądź dzięki tej zmianie pewna garstka Żydów, co prawda bardzo nieliczna, ułamek żydostwa polskiego, ocalała (i w fabryce Hassa [Hasag] Częstochowie, i w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu nieliczni Żydzi doczekali się wyzwolenia). Natomiast rząd Generalnego Gubernatorstwa do ostatniej chwili nie zmienił swego stanowiska wobec nich. Do ostatniej chwili strzelano każdego odnalezionego Żyda, rząd ze swej pozycji nigdy się nie cofnął. Nawet w obliczu przegranej wojny nie zakazał podporządkowanym sobie organom ścigania Żydów. A szukaniem ich – codziennym, nie ustającym ani na chwilę – zajmowały się organy bezsprzecznie podlegające „rządowi”. Była to policja porządkowa i żandarmeria (sprawozdanie Katzmana, t. 86, k. 114 i n.: Die noch Vereinzelt aufegriffenen Juden werden von der jeweiligen Ordnungspolizei und Gandarmerie-posten sonderbehandelt). Rząd Generalnego Gubernatorstwa nawet w obliczu klęski i widoku bankructwa swej polityki do ostatniej chwili posiadania władzy nie zmienił swego zwierzęcego stosunku do Żydów.

Przewodniczący: Pytania do biegłego oraz oświadczenia oskarżonego będą mogły być złożone po przerwie obiadowej.

(Po przerwie).

Przewodniczący: Wznawiam rozprawę. Poproszę świadka biegłego pana Blumenthala.

(Staje świadek).

Czy w związku z ekspertyzą biegłego strony mają jakieś pytania?

Sędzia Zembaty: Świadek przedstawił w swoich zeznaniach stosunek rządu Generalnego Gubernatorstwa do kwestii żydowskiej. Chciałbym pana zapytać, czy ma pan jakieś wiadomości dotyczące stosunku oskarżonego do kwestii żydowskiej? Czy na podstawie dokumentów, które pan biegły przestudiował, może pan na ten temat powiedzieć?

Świadek: Ponad to, co już powiedziałem w ogóle o rządzie, nie mógłbym nic więcej podać. Mógłbym podać tylko to, co już odczytałem, względnie o czym tu już mówiono. Jest ten okólnik podpisany przez Bühlera.

Sędzia: Ale nowego nic?

Świadek: Nie.

Ławnik poseł Stefański: Świadek wspomniał tu o rozporządzeniach rządu, określając to jako pozory i fikcję. Zatem ze słów świadka wynikałoby, że oskarżony, rząd i administracja świadomie przyjęli na siebie rolę zasłony dymnej dla niemieckiego planu eksterminacji Żydów i to pod tą zasłoną SS i policja mogły spokojnie wykonywać swoje dzieło mordowania, względnie przesiedlania.

Świadek: Tak jest, w ten sposób ja to tłumaczyłem.

Obrońca Kosiński: Panie dyrektorze, czy spotkał się pan kiedy z publikacjami niemieckimi z okresu okupacji, które by przedstawiały istotny stan getta, wydanymi przez Niemców, bądź w Generalnym Gubernatorstwie, bądź poza jego granicami?

Świadek: Tak jest.

Obrońca: Mianowicie?

Świadek: Cytowałem tu książkę pt. Generalgouvernement Polen, pierwsze wydanie z 1940 r. i drugie wydanie z 1942 r., które nosi tytuł Generalgouvernement, ale już bez dopisku Polen. Tam są rozdziały specjalnie poświęcone Żydom. Oprócz tego są tam liczne ilustracje, malujące życie w getcie lubelskim itd.

Obrońca: Jaki jest ton tych prac?

Świadek: Ja na tamto pytanie jeszcze nie odpowiedziałem. Ja tych publikacji znam kilkadziesiąt czy nawet kilkaset, np. książki wybitnych uczonych; są różne publikacje, są ich tysiące.

Obrońca: Mnie tylko chodziło o to, jak one przedstawiały te stosunki. Czy przedstawiały istotny stan getta?

Świadek: Z jednej strony starano się przedstawić życie w gettach jako sielankę, mniej więcej w tym duchu podał to już jakiś świadek. Przedstawiali to w ten sposób, że Żydzi pracują, że nauczyli się pracować. Były nawet podpisy pod fotografiami: „Żydzi nauczyli się pożytecznej pracy” i było przedstawione, jak Żydzi zadowoleni spieszą do jakiejś pracy. Z drugiej strony starano się zohydzić życie w gettach, podając, że za to są odpowiedzialni Żydzi, którzy mają w gettach pełną autonomię. Znam takie publikacje, takie pocztówki z napisami: Juden unter sich (Żydzi między sobą). Tam są przedstawione okropne sceny, z tym, że Żydzi są odpowiedzialni. Więc są takie sceny, jak Żydzi jedzą i piją, a obok nich stoją obdarci nędzarze.

Obrońca: Pan dyrektor wspomniał, że oskarżony miał określić Generalne Gubernatorstwo jako Kolonialgebiet.

Świadek: To jest przedmowa do książki pt. Kampf den Seuchen. Książka ta została wydana w czerwcu 1941 r. Tu jest autograf Bühlera, podpisano: Staatssekretär, sądzę więc, że chodzi o oskarżonego. To jest książka wydana w Generalnym Gubernatorstwie, a o tym wyrażeniu Kolonialgebiet powiedziałem tylko dlatego, że w akcie oskarżenia są różne nazwy na Generalne Gubernatorstwo. Cytuje się tam Nebenland, Vorplatz des Deutschstums, nie było tego wyrażenia Kolonialgebiet, więc uważałem za stosowne o tym powiedzieć.

Obrońca: Czy w protokole z 18 stycznia 1942 r. nie spotkał pan dyrektor określenia Umsiedlung?

Świadek: Tak. Ja w tej chwili nie przypominam sobie terminu Aussiedlung czy Umsiedlung, ale w każdym razie jeden i drugi termin w odniesieniu do Żydów oznacza zagładę.

Obrońca Kosiński: Czy pan dyrektor nie przypomina sobie, czy termin ten użyty był w cudzysłowie, tak jak w innym miejscu, jak to pan dyrektor zeznał?

Świadek: Bez cudzysłowu. W cudzysłowie użyto słowa Aussiedlung w dokumencie z 17 kwietnia 1942 r. Tam raz użyto słowa Aussiedlung bez cudzysłowu, a drugi raz w cudzysłowie. Chcę zwrócić uwagę, że ja wyjaśnieniem tych słów Aussiedlung i Umsiedlung specjalnie się zajmowałem i jeszcze w 1945 r., a więc nie w związku z tym procesem i oskarżonym wydrukowałem, co znaczą pewne słowa. Określenia Aussiedlung i Umsiedlung znaczą uśmiercenie i grabież mienia, jeśli chodzi o Żydów. Udowodniłem to na podstawie dokumentów niemieckich.

Obrońca Kosiński: Jeśli pan dyrektor nie pamięta, czy użyty jest tam termin Aussiedlung czy Umsiedlung, to przypomina sobie może, że w tym protokole posiedzenia u Heydricha mówiono o wysyłce Żydów na tereny wschodnie w Związku Radzieckim.

Sędzia Zembaty: Jeśli chodzi o termin, użyty na posiedzeniu u Heydricha z 20 stycznia 1942 r., to Heydrich nie użył ani słowa Aussiedlung, ani Umsiedlung, tylko Auswanderung, a później Evakuierung.

Obrońca Kosiński: W innym miejscu, panie sędzio, którego w tej chwili nie potrafię dokładnie podać, jest wyraźnie użyte słowo Umsiedlung.

Sędzia Zembaty: W tym miejscu wyraźnie używa Heydrich słów Auswanderung, a później Evakuierung.

Świadek: Ja w tej chwili nie przypominam sobie terminów, stwierdzam jednak, że w związku z tym, tak w moich badaniach, jak i w ekspertyzie, starałem się określić, co oznacza słowo Osten w dokumentach niemieckich, jeśli chodzi o Żydów i cytowałem dwa czy trzy dokumenty, z których wynika, [że] Wschód oznacza, jeśli chodzi o wysiedlenie Żydów, teren między Wisłą a Bugiem. Tak to ujmował Himmler na posiedzeniu 14 lutego 1940 r., na którym nie było oskarżonego, był natomiast Frank. Himmler oznajmił wtedy, że tam tworzy się Judenreservat. Przy czym to posiedzenie nazywało się Ostfragensitzung.

Obrońca Kosiński: Bardzo żałuję, że pan biegły nie przestudiował dokładnie tego właśnie protokołu, ale tam jest określony ten teren i powiedziane, że ludzie mają być przesiedleni na teren na wschód, zajęty w Rosji.

Świadek: Jeśli chodzi o Żydów, to wątpię. Ja tu przytoczyłem zdanie oskarżonego, a więc tego, który tu był najbardziej miarodajny, a który mówi, że kwestia transportu nie odgrywa tu poważniejszej roli, bo chodzi prawdopodobnie o Generalne Gubernatorstwo.

Obrońca Kosiński: W związku z opinią pana biegłego mam wniosek, by Wysoki Trybunał był łaskaw zaznajomić go z tym protokołem, bo tam jest wyraźnie mowa o wysiedleniu na tereny zajęte w Rosji.

Prokurator Sawicki: Sprzeciwiam się temu wnioskowi. Uważam za obojętne i za niewłaściwe, żeby biegły komentował dokumenty, bo to należy suwerennie do Wysokiego Trybunału. Nie biegły wydaje wyrok, tylko Wysoki Sąd, w kwestii, czy Bühler wiedział o tym czy nie.

Obrońca Kosiński: Mnie nie chodzi o komentowanie dokumentów, lecz o fakty i sprostowanie opinii biegłego, nam chodzi o wyprowadzenie biegłego z błędu faktycznego.

Przewodniczący: Ale skoro dokument był odczytany, Trybunał nie widzi potrzeby powtórnego odczytania. Zupełnie słusznie pan prokurator podniósł, że ocena opinii biegłego wchodzi w zakres kompetencji Trybunału.

Prokurator Sawicki: Chciałem prosić NTN, a nie miałem śmiałości uczynić tego, gdy zeznawał biegły, by uchylić z opinii biegłego to wszystko, gdzie pan biegły aroguje sobie prawo oceny dowodów. Biegły może zeznawać fakty, ale przecież nie zna nawet połowy tych dokumentów, którymi my Sąd zasypujemy. I skąd może wiedzieć, czy Bühler wiedział czy nie wiedział. Ja bardzo poważam pana biegłego, ale proszę o ograniczenie się do funkcji biegłego.

Obrońca Kosiński: Obrona przyłącza się do wniosku pana prokuratora.

Przewodniczący: A ja stwierdzam, co już poprzednio powiedziałem, że ocena dowodów należy całkowicie do Trybunału. Czy są pytania do świadka?

Obrońca Kosiński: A co panu biegłemu wiadomo bliżej o Terezinie?

[Świadek] biegły Blumenthal: W Terezinie zgromadzono Żydów czeskich. Oprócz tego był transport nawet z Białegostoku do Terezina. Wiem, że od marca 1943 r. zaczęto z Terezina przewozić transporty do Oświęcimia. Znany jest fakt, że transport – nie powiem, ile tysięcy ludzi – trzymano w Oświęcimiu nawet przez sześć miesięcy, Żydzi pisali do rodzin w Terezinie, że im się dobrze powodzi. Jednakże 6/3 i 6/11 [?] zagazowano ten transport i przyszły następne.

Obrońca Kosiński: Jakich Żydów?

[Świadek]: Czeskich.

Obrońca Kosiński: A tam były kategorie Żydów ze względu na wiek i stan zdrowia, czy tak?

[Świadek]: Przeważnie byli starsi, ale pamiętam, że z Terezina wysiedlano także całe rodziny, co jest stwierdzone w aktach procesu przeciw Hessowi, które to rodziny osadzano w Oświęcimiu w tzw. Familienlager. Może przytoczę, że RPŻ w swych tajnych biuletynach, które ukazały się w 1943 r., opisuje dzieje takiego Familienlager, gdzie Żydzi mieszkali wraz z rodzinami i dziećmi przez sześć miesięcy, a potem ich zagazowano. Od listopada 1943 r. było jeszcze parę transportów. Wiem, że przy likwidacji getta w Białymstoku wywożono partie dzieci do Terezina, a potem do Oświęcimia.

Oskarżony: Mam pytanie do świadka. Mam wrażenie, że w ekspertyzie pana biegłego słyszałem, że żydowskie obozy pracy w okresie dwóch lat podlegały administracji cywilnej. Nic mi nie wiadomo o tym, żeby władzom administracji cywilnej stały do dyspozycji inne organy egzekutywy, poza Sonderdienstem. Liczba członków Sonderdienstu była jednak bardzo ograniczona. Czy pan biegły mógłby mi powiedzieć, jaki był skład administracji oraz załogi obozowej w tym okresie? Czy to były osoby cywilne?

Świadek: Co do dwuletniego okresu – są na to dokumenty, pochodzące od rządu Generalnego Gubernatorstwa, komu podlegały obozy pracy, które mogę przedłożyć w oryginale. Dokumenty te ustalają, że od 13 czerwca 1940 do 25 czerwca 1942 r. obozy nie podlegają policji SS, tylko oddziałowi pracy.

Prokurator Sawicki: Czy mógłby pan biegły okazać sądowi te dokumenty?

Biegły: Mogę je od razu okazać.

([Świadek] przedkłada dokumenty Trybunałowi).

Dokumenty te mówią, że od 25 czerwca obozami tymi interesować się już będą Deutsche Polizei. Jeżeli chodzi o to, kto się opiekował tymi obozami, to bezsprzecznie Sonderdienst, który podlegał jedynie i wyłącznie generalnemu gubernatorowi. To nawet wynika z zarządzenia Franka z 3 czerwca 1942 r., kiedy stworzono Jugendangelegenheiten i oddano je w ręce Höherer Polizeiführer.

Obrońca Kosiński: Tu zachodzi nieporozumienie, bo oskarżony nie twierdzi, tylko pyta, czy w tych obozach pracy był Sonderdienst.

Świadek: Oprócz Sonderdienstu była zorganizowana tzw. straż obozowa. Znam nawet odezwę podpisaną przez gubernatora Fischera, który wzywa Niemców i volksdeutschów do zgłaszania się do pracy w straży obozowej. Taki oryginalny dokument był nawet wydrukowany w Amtlicher Anzeiger.

Prokurator Sawicki (po przejrzeniu przedłożonych przez biegłego dokumentów): Pan biegły się myli, to nie jest dokument, który przemawia za tym, że to należało do rządu Generalnego Gubernatorswa. Przeciwnie, to przemawia za oskarżonym. Muszę to z obowiązku prokuratora stwierdzić. Jeden i drugi dokument oznacza, że straż w obozach należy do policji. Stwierdzam to jako prokurator i tak będę twierdził dalej.

Przewodniczący: Proszę pozostawić dokumenty Trybunałowi i włączyć jako załączniki do opinii biegłego. Czy są jeszcze pytania?

Oskarżony: Czy mogę złożyć krótkie oświadczenie?

Przewodniczący: Proszę. Czy biegły jest jeszcze potrzebny czy można go zwolnić?

Strony: Nie sprzeciwiamy się.

Przewodniczący: Wobec tego zwalniamy biegłego.