HELENA ZEGARSKA

Dnia 28 maja 1947 r. w Starogardzie Sąd Grodzki w Starogardzie Oddział I w osobie sędziego St. Pieniążka, z udziałem protokolantki st. rej. Ł. Kosiedowskiej, przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i o treści art. 107 kpk oraz o znaczeniu przysięgi, sędzia odebrał przysięgę, po czym świadek zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Helena Zegarska
Wiek 34 lata
Imiona rodziców Józef i Franciszka
Miejsce zamieszkania Starogard, [...]
Zajęcie bez zawodu
Wyznanie rzymskokatolickie
Karalność niekarana
Stosunek do stron obca

11 listopada 1939 r. o godz. 21.00 przyszli do mieszkania mego jeden SS-man, jeden lekarz, dwóch wojskowych i dwóch szupo [Schupo]. Zabrali mnie i moją siostrę Bronisławę i poprowadzili do baszty w Starogardzie przy ul. Hallera. W ten sposób sprowadzono do baszty 11 kobiet. Po krótkim przesłuchaniu pięć zostało zaprowadzonych na drugie piętro do pokoju SS-mana. Drzwi pokoju pozostały otwarte. Siostrę moją zabrał lekarz niemiecki pod pozorem badania do swego pokoju. Czekałam więc na nią na pierwszym piętrze w korytarzu. W pewnej chwili słyszałam, jak pięć kobiet znajdujących się w pokoju SS-mana na drugim piętrze modliło się głośno, odmawiając „Ojcze nasz”. SS-man chodził po pokoju. W pewnym momencie kazał kobietom tym przestać się modlić. Nastała cisza, po której usłyszałam charczenie i stuk padającego ciała. Następnie usłyszałam cztery strzały. Po każdym strzale stuk padającego ciała. Po strzałach zaszedł SS-man i zapytał mnie, dlaczego stoję jeszcze w korytarzu. Odpowiedziałam, że czekam na siostrę, która jest w pokoju lekarza. SS-man wszedł do pokoju lekarza i wychodząc z niego powiedział, bym zeszła na dół, co też uczyniłam i dołączyłam do czterech innych kobiet, które czekały na zwolnienie.

Po chwili zszedł lekarz i SS-man. SS-man rozpędził nas batem, kazał pójść do domu i nikomu nie mówić, co żeśmy widziały, względnie słyszały.

Następnego dnia wieczorem ojciec mój przyprowadził moją siostrę z domu kuzynki, w którym się ukryła. Siostra opowiedziała mi wówczas całe przeżycia po wyjściu moim z baszty. Po wyjściu lekarza i SS-mana usłyszała kroki z góry i wyszła na korytarz. Zauważyła na korytarzu jedną z kobiet, które były na górze. Kobieta ta była to żona jakiegoś oficera polskiego podająca się za artystkę, pochodząca podobno z Warszawy, średniego wzrostu, blondynka. Miała przestrzeloną rękę i szyję. Siostra moja wraz z tą kobietą poszły na drugie piętro, na którym leżały zwłoki czterech kobiet zabitych, a mianowicie dwie siostry Berkowne, córka akuszerki Mankowskiej, Franciszka Sadowska. Siostra moja wraz z ranną kobietą udały się na strych, stamtąd okienkiem przeszły na dach baszty i czekały do godz. 5.30, do czasu rozjaśnienia się. W tym czasie według słów siostry mojej pod basztę zajechało auto, z którego wyszło kilku mężczyzn, weszli do baszty, wynieśli zwłoki kobiet do samochodu i, szukając prawdopodobnie piątej kobiety oraz mojej siostry, zaszli aż na strych, tam wyjrzeli okienkiem i – nie zauważywszy niczego – odeszli. O godz. 6.26 obydwie kobiety skoczyły z dachu baszty na dach domu Zielińskiego i tam po otrzymaniu pierwszej pomocy siostra moja została przez syna Zielińskiego przewieziona przez Wierzycę do parku, a żona oficera pozostała w domu Zielińskich, gdzie ją ukryto. Siostra udała się do domu mojej kuzynki, a stamtąd wieczorem przyprowadził ją ojciec do domu.

W 1944 r. siostra moja zmarła na gruźlicę i z ran, które odniosła wskutek skoku z dachu baszty na dach domu Zielińskiego. Natomiast żona oficera przewieziona została do szpitala i tam zmarła po krótkim czasie. Syn Zielińskiego również już nie żyje, gdyż został zamordowany przez Niemców.

Odczytano.