Dnia 19 grudnia 1968 r. w Starogardzie Gdańskim wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan, z udziałem protokolantki Marii Formickiej, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:
| Imię i nazwisko | Alfons Schütz |
| Wiek | 46 lat |
| Imiona rodziców | Eryk i Klara |
| Miejsce zamieszkania | Starogard, [...] |
| Zajęcie | robotnik |
| Karalność | niekarany |
| Stosunek do stron | obcy |
Od 1936 r. do kwietnia 1940 r. pracowałem jako robotnik u sióstr Trieloff, które prowadziły restaurację w leśniczówce „Waldhaus” koło Szpęgawska. W leśniczówce tej zamieszkiwał również leśniczy Grubbe.
W początkowym okresie okupacji hitlerowskiej, mogło to być we wrześniu lub październiku 1939 r., widziałem, jak drogą koło leśniczówki przejechał ciemnoniebieski autobus pełen kobiet. Konwojowali je SS-mani w czarnych mundurach. Autobus ten z uwagi na piasek na drodze nie mógł dalej jechać i SS-mani wypędzili z niego część kobiet, które musiały autobus pchać. Były one różnie ubrane. Po jakimś czasie od wjechania autobusu do lasu słyszałem dobiegające stamtąd krzyki kobiet i strzały pojedyncze, a później następujące jeden po drugim.
Następnego dnia pytałem Herberta lub Norberta Splittera, praktykanta leśnictwa, co to były za kobiety i co się z nimi w lesie stało. Odpowiedział mi, że były to przestępczynie i wenerycznie chore. Z ciekawości poszedłem na miejsce egzekucji i widziałem tam leżące pojedyncze buty kobiece, dużo krwi i pęki włosów kobiecych.
Od tego czasu prawie codziennie widziałem transporty ludzi przywożonych do tego lasu i tam mordowanych. Zawsze konwojowali tych ludzi SS-mani. Często samochody zatrzymywały się przed leśniczówką i wsiadał do nich Richard Grubbe z karabinem. Czasami widziałem również, jak do tych samochodów z ludźmi wsiadał także uzbrojony Splitter.
Obydwaj wymienieni byli SS-manami. Splitter pochodził ze Starogardu. Jednego dnia widziałem Grubbego, który wracał z lasu z egzekucji. Miał pokrwawiony płaszcz i buty. Innego dnia widziałem, jak SS-mani wnosili do mieszkania Grubbego kożuchy i palta, prawdopodobnie będące własnością osób pomordowanych, bo przynieśli je z lasu.
Egzekucje w lasach szpęgawskich trwały jeszcze zimą. Przypominam sobie, że jednego dnia przed leśniczówką zatrzymał się autobus z księżmi. Rozpoznałem wtedy księdza Szpitera z Klonówki. Księża ci również zostali zamordowani. Wśród konwojentów eskortujących ludzi do lasu rozpoznałem SS-mana o nazwisku Gustaw Hoffman, pochodzącego ze Starogardu – właściciela sklepu papierniczego w rynku, od którego często brałem dla restauracji „Waldhaus” artykuły papiernicze.
Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.