HELENA PODWALSKA

Dnia 26 czerwca 1968 r. w Bobowie wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Helena Podwalska
Wiek 57 lat
Imiona rodziców Jakub i Anna z d. Krosz
Miejsce zamieszkania Bobowo, pow. Starogard Gdański
Zajęcie bez zajęcia
Karalność niekarana
Stosunek do stron obca

W okresie okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałam w Bobowie. Do października 1939 r. pracowałam jako gospodyni u miejscowego proboszcza księdza Józefa Kuchenbeckera. 13 października przed plebanię zajechał samochód osobowy, duży, w którym – jak zauważyłam – siedziało ok. 20 księży. Przypominam sobie, że widziałam między nimi księży: Piechowskiego z Jabłowa, Sumińskiego – wikarego ze Starogardu, proboszcza z Kokoszek, którego nazwiska sobie nie przypominam.

W chwilę po przyjeździe autobusu weszli do domu trzej Niemcy, z których dwóch znałam i wiem, że nazywali się Sievert i Drews i pochodzili ze Starogardu. Zabrali oni wszystkie wartościowe rzeczy, jakie znaleźli na plebanii, pakując je do teczek i walizek. Zabrali także kasę kościelną z całą zawartością. Zabrali księdza Kuchenbeckera z sobą i samochód pojechał w kierunku Skórcza.

Następnego dnia przyjechali inni Niemcy, których nie znałam i zabrali wino mszalne oraz resztę osobistych rzeczy księdza. W samochodzie, którym przyjechali, widziałam księdza Górnego z Dąbrówki i Gordona z Grabowa. Zdaje mi się, że był tam jeszcze ksiądz Rapior z Lubichowa. Słyszałam od Zimerman (kobieta), zamieszkałej obecnie w Starogardzie, że widziała, jak księdza Kuchenbeckera wyprowadzali z więzienia do samochodu i że miał na czole wyciętą swastykę. Dowiedziałam się od ludzi, że został razem z innymi księżmi zamordowany w lasach szpęgawskich.

W sierpniu 1943 r. zostałam przez Bürgermeistra skierowana do pracy w charakterze gospodyni u Gendarmeriemeistra posterunku w Bobowie Kurta Neujoksa. Jak pamiętam, pochodził on, Niemiec, z miejscowości Bermburg. Żandarmami w tym czasie byli: Hermann Classen – pochodzący z Niemiec, Ley – imienia nie pamiętam, Rainhold Krauze – pochodzący z Pomorza i Franz Trunn z Zielonej Góry koło Lubichowa. Przez pewien okres byli jeszcze żandarmami Petzell i Schreiber. W 1944 r. przeszli oni do posterunku w Pączewie.

Pracując u Neujoksa, który zamieszkiwał na posterunku, widziałam często osoby przez nich zatrzymywane. Przypominam sobie, że w październiku 1944 r. w areszcie przebywali przez krótki czas mieszkańcy Bobowa: Wachowska i jej syn Teodor, Leokadia Jańcowa i Wacław Żabiński. 22 października 1944 r. ok. godz. 10.00 zostali oni wywiezieni samochodem ciężarowym przez nieznanych mi Niemców – zdaje mi się w mundurach wojskowych – i zamordowali w Lasach Jabłowskich.

Kiedy i przez kogo został zamordowany mąż Jańcowej, nie wiem. Nie widziałam go na posterunku. Przypominam sobie, że na posterunku był zatrzymany kulawy mężczyzna pochodzący z Grabowca. On także został zamordowany. Słyszałam, że została również zamordowana mieszkanka Bobowa Schwonek, której syn ukrywał się przed Niemcami. Na posterunku jej nie widziałam, ale jednego dnia przy obiedzie Neujoks powiedział, że syn się ukrywa, pisze listy do matki, a ta nie chce nic powiedzieć. Zrozumiałam, że chodziło o Schwonek.

Sławińskich na posterunku nie widziałam. Nie widziałam także Ruszkowskich. Muszę przy tym wyjaśnić, że na posterunku lub mieszkaniu Neujoksa przebywałam tylko w dzień i co żandarmi robili tam wieczorami lub nocą, nigdy nie widziałam. Mogli oni i w tym czasie zatrzymywać ludzi.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.

Dodatkowo zeznaję, że w 1944 r. na posterunku było dwóch żandarmów noszących to samo nazwisko – Krauze. Pamiętam, że jeden z nich pochodził z terenów Polski. Czy to był ten o imieniu Rainhold, nie pamiętam.