Dnia 30 stycznia 1969 r. w Starogardzie Gdańskim wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Wacław Ciechociński przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka, bez odebrania przyrzeczenia. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:
| Imię i nazwisko | Jan Pałkowski |
| Wiek | 51 lat |
| Imiona rodziców | Franciszek i Franciszka |
| Miejsce zamieszkania | Starogard Gdański, [...] |
| Zajęcie | zdun |
| Karalność | niekarany |
Od urodzenia mieszkam w Starogardzie Gdańskim. W połowie października 1939 r., daty dokładnie nie pamiętam, gdy przechodziłem ok. godz. 21.30 ul. Gdańską w Starogardzie, zostałem zatrzymany przez grupę hitlerowców w mundurach SS. Zorientowałem się, że cała dzielnica obstawiona jest przez hitlerowców. Było ich w sumie ok. 200, umundurowanych. Było tam też 14 hitlerowców miejscowych, z których 4 dokładnie rozpoznałem. Byli to: Egon Sievert – właściciel apteki w Rynku, Paul Drews – mieszkaniec Starogardu, lat ok. 30, Minchau o imieniu Gerard lub Fryc, dokładnie nie pamiętam oraz Alex, imienia jego nie znam, w wieku ok. 18 lat.
Hitlerowcy wyprowadzili z domów mężczyzn Polaków i ustawili ich szeregami na placu. Z domu wyprowadzony został również mój brat Bronisław, urodzony w 1920 r. Miejscowi hitlerowcy, których wymieniłem i inni chodzili wśród szeregów Polaków i niektórym polecali ustawiać się na lewym skrzydle szeregu. Najpierw odczytali nazwiska 11 Polaków z posiadanej listy, jednakże wyczytanych w szeregach nie było, wobec czego ze stojących szeregów wybrali według własnego uznania 11 Polaków. Polecili wsiąść do samochodu ciężarowego, krytego plandeką i wywieźli ich. Mój brat znalazł się wśród tych 11 Polaków wywiezionych samochodem. Później zatrzymanych mężczyzn w starszym wieku puścili do domów, zaś młodszych, w tym i mnie, osadzili w więzieniu w Starogardzie. W więzieniu znalazło się ok. 70 Polaków.
W dniu następnym wszystkich osadzonych w więzieniu przesłuchiwali i dotkliwie pobili. Przesłuchiwali i bili miejscowi hitlerowcy, między innymi Drews i Sievert. Po przesłuchaniu i pobiciu zostałem w tym dniu zwolniony.
Po zwolnieniu dowiedziałem się od sąsiadów, że tych 11 Polaków, w tym i mego brata, hitlerowcy zamordowali w pobliskim lesie. W dniach następnych ja oraz członkowie rodzin zamordowanych poszukiwaliśmy miejsca zamordowania, lecz nie odnaleźliśmy. Dopiero po wojnie mój ojciec rozpoznał zwłoki brata we wspólnej mogile w lesie Kokoszkowy.
Kto eskortował i brał udział w morderstwie tych 11 Polaków nie wiem.