Dnia 27 października 1967 r. w Borzechowie wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:
| Imię i nazwisko | Franciszek Langowski |
| Wiek | 70 lat |
| Imiona rodziców | Aleksander i Marianna z d. Wojak |
| Miejsce zamieszkania | Borzechowo, gr. Zblewo |
| Zajęcie | rolnik |
| Karalność | niekarany |
| Stosunek do stron | obcy |
Trzeciego dnia po wejściu hitlerowców na teren Borzechowa, było to na początku września 1939 r., do zabudowań, w których zamieszkiwałem, podjechał samochód ciężarowy i wysiedli z niego miejscowy Niemiec Berendt w mundurze SS i kilku Niemców w mundurach wojskowych. Hitlerowcy ci kazali mi wsiąść do tego samochodu. Pracowałem w tym czasie w oborze, ubrany jedynie w koszulę i spodnie. Nie pozwolili mi zabrać z domu nic z odzieży, tylko tak jak stałem zabrali mnie do samochodu.
Pojechaliśmy do Borzechowa. Doprowadzili tam więcej Polaków. Pamiętam nazwiska niektórych z nich: Majewski, Świeczkowski i Kujawski. Ogółem doprowadzili ok. dziesięciu osób. Z Borzechowa zawieźli nas do majątku w Miradowie. Przed pałacem musieliśmy wyjść z samochodu i ustawili nas pod murem. Przed nami stanęli SS-mani i żołnierze z karabinami w rękach. Jeden z wojskowych, którzy z nami przyjechali, poszedł do pałacu.
Przypominam sobie, że SS-manów już w Miradowie nie było, pozostali oni w Borzechowie. Byli z nami tylko sami wojskowi. Z budynku dobiegały nas fragmenty rozmowy prowadzonej w gwałtownym tonie. Zrozumiałem, że ten, który nas do Miradowa przywiózł, chce nas zastrzelić, a inny wojskowy się temu sprzeciwia.
Po pewnym czasie kazali nam wejść z powrotem do samochodu i ci sami wojskowi, którzy nas przywieźli do Miradowa, odwieźli nas do więzienia w Starogardzie.
W więzieniu przebywałem przez ok. tydzień. Siedziałem w celi na parterze. Przez okno na podwórze więzienne widziałem kilka razy, jak hitlerowcy pod murem dokonywali egzekucji. W celi siedziało nas trzech. Kiedy słyszeliśmy, że na podwórze wyprowadzają w nocy ludzi, bądź słyszeliśmy strzały, jeden z nas zasłaniał sobą okienko „judasza” w drzwiach, a z pozostałych dwóch jeden drugiego podsadzał do okna i obserwowaliśmy egzekucję. Podwórzec był oświetlony tak, że można było widzieć ludzi. Widziałem tylko osoby rozstrzeliwane. Egzekutorów nie widziałem.
Słychać było często jęki i krzyki katowanych nocami w celach ludzi. Służbę pełnili w tym czasie SS-mani i SA-mani. Żadnego z nich nie znałem z nazwiska.
Ze znajomych Niemców widywałem na terenie więzienia Malottke pochodzącego z okolic Zblewa, który według zdania współwięźniów był tym, który sporządzał listy na wywóz do Szpęgawska. Ubrany był w mundur SA. Z nazwiskiem Fast nie zetknąłem się na terenie więzienia.
Po tygodniu zostałem przewieziony z innymi więźniami do Victoriaschule w Gdańsku, a po dwóch dniach do koszar w Gdańsku. Tam przebywałem do stycznia 1940 r. i zostałem zwolniony do domu.
Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.