WINCENTY KRAMM

Dnia 27 stycznia 1947 r. Sąd Grodzki w Starogardzie w osobie sędziego Fr[anciszka] Wyborskiego, z udziałem protokolantki st. rej. Ł. Kosiedowskiej, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i o treści art. 107 kpk oraz o znaczeniu przysięgi, sędzia odebrał od niego przysięgę, po czym świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Wincenty Andrzej Kramm
Data urodzenia 13 marca 1908 r.
Imiona rodziców Andrzej i Jadwiga
Zamieszkały Starogard, [...], obecnie w więzieniu w Starogardzie
Zajęcie były urzędnik magistratu
Wyznanie rzymskokatolickie
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

Pewnego dnia we wrześniu 1939 r. powrócił do Starogardu dyrektor Komunalnej Kasy Oszczędności Miasta Starogardu, Franciszek Nowak. O jego powrocie doniósł Beno Heldt, b. urzędnik Powiatowej Komunalnej Kasy Oszczędności.

Byłem przypadkowo obecny, gdy zgłosił on to Wasertowi, dawniej Wassiliewowi, po czym przy udziale jeszcze Gohra, Alexa i sekretarza Dyckmanna odbyła się u burmistrza Bocka narada – przypuszczam, że w sprawie Nowaka. Po tej naradzie wezwano policjanta Teicherta, który później, po aresztowaniu Nowaka, oprowadzał go po mieście z napisem na piersiach. Nowak został zmasakrowany i w tym stanie oprowadzony po mieście. Zbity został jeszcze w gabinecie burmistrza, a następnie główne torturowanie go nastąpiło w baszcie przy ul. Hallera. W czasie zbierania opinii o nim ujęli się za Nowakiem Józef Nehring i pastor Wendland, również ja podkreśliłem, że Nowak był oficerem niemieckim i brał udział w wojnie światowej. Były widoki, że zostanie zwolniony. Trzymano go w areszcie policyjnym w magistracie za dnia, a na noc odprowadzany był do baszty. Na opatrunki chodził do szpitala miejskiego.

Przeciwko dyr. Nowakowi występował bardzo Niemiec Leingartner, twierdząc, że przez niego stracił majątek, ok. 50 tys. zł. Jaką opinię wydał współpracownik Nowaka w Komunalnej Kasie, Luhm – nie wiem. Wiem, że miano się do niego zwracać o opinię.

Ponieważ Nowak miał być w baszcie i niewątpliwie był świadkiem różnych morderstw i okrucieństw dokonywanych tam na Polakach, również przy udziale wyższych dygnitarzy niemieckich, Niemcy przypuszczalnie z tego powodu postanowili go zgładzić. Opowiadał mi policjant niemiecki Ciss (dawniej Cyzewski) pochodzący z Plauen (Vogtland), że Nowak został odprowadzony na ul. Owidzką i za tartakiem Daimonta wykopać sobie musiał mogiłę i tam został zastrzelony. Było to mniej więcej na początku października 1939 r., najdalej w połowie tego miesiąca.

Pamiętam, że po dwóch dniach przyjechała żona Nowaka. Ciss powiedział wtedy do mnie, że to już za późno. Burmistrz Bock, kiedy przychwycił mnie, gdy miałem list Nowaka do jego żony, zwrócił się do mnie również w tym sensie, że Nowak musiał zginąć.

Nie przypominam sobie, bym niejakiej Szulcowej dawał skrwawione ubranie Nowaka do wyczyszczenia. Szulcowa – imienia której nie pamiętam – zatrudniona była już przed wojną jako mieszkająca blisko baszty, przy jej oczyszczaniu. Od niej dowiedziałem się o okrucieństwach, jakich Niemcy w baszcie się dopuszczali. Ja sam nie miałem dostępu do baszty. Ona mi jednak donosiła, kogo przyprowadzono, jeżeli zdołała to zaobserwować oraz co rano w baszcie znalazła. Między innymi opowiadała mi kiedyś o przyprowadzeniu księdza i o znalezieniu później sutanny i modlitewnika. Szulcowa nie mówiła mi, by paliła jakieś dokumenty po Nowaku. Stwierdzam również stanowczo, że nie dawałem jej do wyczyszczenia ubrania, mówiąc, że to jest ubranie Nowaka. Przypominam sobie, że na posterunku został kawowy płaszcz Nowaka i płaszcz ten następnie komuś został przydzielony.

Odczytano.