KAZIMIERZ KŁOS

Dnia 9 sierpnia 1966 r. w Gdańsku J. Sikora, podprokurator Prokuratury Powiatowej dla miasta Gdańska w Gdańsku, z udziałem protokolantki D. Kownackiej, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Kazimierz Walenty Kłos
Data urodzenia 18 maja 1905 r.
Imiona rodziców Edward i Agnieszka
Miejsce zamieszkania Gdańsk-Nowy Port, [...]
Zajęcie Zarząd Portu Gdańsk
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

Świadek legitymuje się dowodem osobistym nr [...] wydanym przez KM MO w Gdańsku 3 lutego 1964 r.

Od 1928 r. zamieszkiwałem w Gdyni i pracowałem w firmie Hartwig na terenie Gdyni. Po wejściu wojsk niemieckich do Gdyni opuściłem ją i przeniosłem się do miejscowości Rywałd, gdzie zamieszkiwali moi rodzice. W Rywałdzie zamieszkiwałem do połowy 1940 r.

Jeszcze poprzednio, gdy zamieszkiwałem w Gdyni, często odwiedzałem moich rodziców w Rywałdzie. Poznałem tam Ericha Schütza [Szyca], który w okresie przedwojennym był sołtysem. Bliższych kontaktów z nim nie utrzymywałem, jednak z tego względu, że jest to mała wioska, znaliśmy się wszyscy.

Schütz [Szyc] był obywatelem polskim pochodzenia niemieckiego. Po wejściu wojsk niemieckich do Rywałdu w dalszym ciągu był sołtysem, ponieważ był on jedynym Polakiem pochodzenia niemieckiego. Rodzina moja w okresie przedwojennym utrzymywała z nim kontakty.

Przypominam sobie, że już po wkroczeniu wojsk niemieckich do Rywałdu chodziłem do mieszkania Schütza [Szyca] słuchać audycji radiowych nadawanych przez państwa pozostające z Niemcami w wojnie. Kto do mieszkania tego na audycje radiowe mnie zaprowadził, tego ze względu na upływ czasu nie pamiętam. Wiadomo mi, że oprócz mnie do Schütza [Szyca] chodził również mój brat Wacław Kłos i Jan Kłos, a oprócz tego także inni mieszkańcy Rywałdu przychodzili do niego słuchać radia. Schütz [Szyc] słuchał z nami audycji radiowych. Po każdej audycji dyskutowaliśmy na usłyszane tematy. Przypominam sobie, że Schütz [Szyc] kiedyś powiedział, iż Niemcy przegrają wojnę, bo Anglicy są blisko. Podczas jednej z rozmów powiedział nam, abyśmy zorganizowali samoobronę przed Niemcami. Jednak bliższych szczegółów tej rozmowy ze względu na upływ czasu nie pamiętam. Dodaję, że z Schützem [Szycem] kontakty utrzymywałem do połowy 1940 r.

Nic mi nie jest wiadomo, by Schütz [Szyc] wyrządzał Polakom krzywdę, a wręcz przeciwnie – do Polaków był bardzo przychylnie ustosunkowany. Podczas jednej z rozmów dowiedziałem się od niego, że któraś z rodzin polskich ukrywa Polaka poszukiwanego przez SS. Jak mi wiadomo, Schütz [Szyc] faktu tego nie ujawnił Niemcom.

Przypominam sobie, że pod koniec 1939 r. jechałem wozem ze Szpęgawska do… prostuję: z Rywałdu do Starogardu szosą. Po drodze spotkałem nieznanego mi mężczyznę, z którym nawiązałem rozmowę. Podczas tej rozmowy dowiedziałem się od niego, że wraca on z pracy, z lasów szpęgawskich, gdzie zatrudniony był przy kopaniu dołów. Jak się dowiedziałem, to od kilkunastu dni zatrudniany jest przez Niemców do robót przymusowych w lesie. Ujawnił mi, że wykopane przez nich doły z dnia poprzedniego są już częściowo zasypane, oni kończą je zasypywać i następnie kopią nowe. Od mężczyzny tego dowiedziałem się, że Niemcy rozstrzeliwują Polaków w rewirze 12, a kopane doły są zbiorowymi mogiłami. Innych szczegółów tej rozmowy, ze względu na upływ czasu, nie pamiętam.

Któregoś dnia podczas mojego pobytu u Schütza [Szyca] poznałem Ryszarda Grubbe. Był on leśniczym zamieszkałym w leśniczówce w Szpęgawsku. Szczegółów zapoznania się z nim nie pamiętam ze względu na upływ czasu. Ryszard Grubbe przed wojną był również leśniczym, a po wkroczeniu wojsk niemieckich został członkiem organizacji SS. Ja osobiście nie utrzymywałem z nim żadnych kontaktów. Przyjaźnił się z nim Schütz [Szyc].

Jak mi wiadomo, to Schütz [Szyc] jako pracownik murarski któregoś dnia pracował u Ryszarda Grubbe. Podczas tej pracy usłyszał strzały dochodzące z lasu, w związku z tym nawiązał on rozmowę z Ryszardem Grubbe i od niego dowiedział się, iż Niemcy w rewirze 12 rozstrzeliwują Polaków. Grubbe zwierzył się również Schützowi, że transporty Polaków przeznaczonych na rozstrzeliwanie konwojuje on od leśniczówki do miejsca straceń. Uskarżał się przy tym, że – będąc świadkiem tych morderstw – jest cały roztrzęsiony i podenerwowany. Nie pamiętam, czy Grubbe opowiadał Schützowi [Szycowi] bliższe szczegóły. O podanym wyżej fakcie osobiście dowiedziałem się od Schütza [Szyca].

Bliższych szczegółów rozmów na ten temat z Schutzem [Szycem] już nie pamiętam ze względu na upływ czasu. Po wojnie, kiedy zacząłem się interesować osobą Ryszarda Grubbego, to od mieszkańców Rywałdu dowiedziałem się, że Niemcy chcieli zmusić go do osobistego rozstrzeliwania Polaków. Odmówił on Niemcom udziału w rozstrzeliwaniu i na skutek tego został powołany do wojska i skierowany na front niemiecko-rosyjski, gdzie prawdopodobnie zginął.

Z kim na ten temat rozmawiałem, jak również i bliższych szczegółów [rozmów] z mieszkańcami Rywałdu, ze względu na upływ czasu, już nie pamiętam.

Przypominam sobie również, że jesienią 1939 r. w godzinach wieczornych, w tym czasie, gdy byliśmy wszyscy w domu, przyszła do nas mieszkanka Rywałdu o nazwisku Kiełtyka i powiedziała nam, że zgłosił się do niej jakiś mężczyzna na pół rozebrany i prosił o skontaktowanie go z Polakami. Kiełtyka przyprowadziła go do naszego domu. Mężczyzna ten po wejściu do domu poprosił nas o ubranie i nie chciał ujawnić swojego nazwiska ani też szczegółów swego przejścia, twierdząc, iż nie chce narażać nikogo na sankcje ze strony Niemców. W czasie rozmów przeprowadzonych z nim dowiedziałem się jednak, że syn jego – imienia nie pamiętam – został rozstrzelany przez Niemców w Lesie Szpęgawskim, a jemu udało się uciec. Powiedział on nam również, że rozstrzelany syn chodził do Szkoły Morskiej w Gdyni. Do szkoły tej chodził również mój brat Stanisław Kłos (zam. obecnie w Gołębiewku-Średnie, pow. Gdańsk). Ponieważ do szkoły tej chodziły tylko dwie osoby zamieszkałe na Pomorzu, matka moja powiedziała mu, że pochodzi z Rzeżęcina, pow. Tczew, i nazywa się Hajna. Mężczyzna ten potwierdził wtedy, że istotnie tak się nazywa.

Jak sobie przypominam, to Hajna powiedział nam, że po przywiezieniu go do lasu z innymi Polakami samochodem, Niemcy wszystkim Polakom z samochodu kazali się rozebrać. Syn jego rozebrał się wcześniej i na jego oczach został wyprowadzony z samochodu i rozstrzelany. Hajna po częściowym rozebraniu się skoczył z platformy samochodu na stojącego obok Niemca, przewrócił go i następnie zaczął uciekać. Innych bliższych szczegółów z rozmowy przeprowadzonej na ten temat z Hajną – ze względu na upływ czasu – nie pamiętam.

Hajna przebywał u nas ok. godziny, a następnie, po przebraniu się, opuścił nasz dom. W późniejszym czasie już więcej się z nim nie widziałem. Jak mi wiadomo, występował on jako świadek w procesie Forstera.

Siostra moja Irena Kłos-Kowalska zamieszkuje w Starogardzie przy [...], Jan Kłos zamieszkuje w Gdyni-Grabówku, przy [...].

To wszystko, co w sprawie mam do zeznania. Protokół po osobistym odczytaniu podpisałem.

W uzupełnieniu dodaję, że nazwisk Niemców biorących udział w rozstrzeliwaniu Polaków w lasach szpęgawskich nie znam. Wiadomo mi jest, że akcją aresztowania Polaków przeznaczonych na rozstrzeliwanie zajmowali się: Ziwert [Sievert] – dwóch braci, Wiechert, Kaszubowski, Sztrauss [Strauss], Dreyws [Drews], Wojka. Byli oni mieszkańcami powiatu starogardzkiego i zamieszkiwali w Starogardzie. O tym, iż kierowali oni akcją zatrzymywania Polaków, dowiedziałem się podczas rozmów przeprowadzanych w czasie okupacji niemieckiej z mieszkańcami powiatu starogardzkiego.

Nazwisk tych osób, ze względu na upływ czasu, nie pamiętam. Konkretnych akcji, w jakich brali oni udział, ze względu na upływ czasu, nie pamiętam.

Protokół po osobistym odczytaniu podpisałem jako zgodny z moimi wyjaśnieniami.