JAN KACZMAREK

Dnia 7 grudnia 1946 r. Sąd Grodzki w Starogardzie w osobie sędziego F. Piechowskiego, z udziałem protokolantki st. rej. W. Pałkowskiej, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania i o treści art. 107 kpk oraz o znaczeniu przysięgi, sędzia odebrał od niego przysięgę, po czym świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Jan Kaczmarek
Wiek 55 lat
Imiona rodziców Antoni i Katarzyna z d. Strajek
Miejsce zamieszkania Żabno
Zajęcie nauczyciel
Wyznanie rzymskokatolickie
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

Zeznaje:

Do chwili wybuchu wojny polsko-niemieckiej pełniłem funkcję kierownika szkoły w Żabnie. 12 października 1939 r. przyjechali samochodem gestapowcy i zabrali mnie do Starogardu, zatrzymując mnie początkowo w starostwie niemieckim, a potem przewieźli mnie do Skórcza, osadzając w tymczasowym obozie, który mieścił się w tak zwanej wytwórni. Do tego obozu zwożono nauczycieli z okolicy.

Po mniej więcej tygodniu przewieziono nas wszystkich autobusami do więzienia. Było to, zdaje się, 20 października 1939 r. w godzinach popołudniowych. W więzieniu gestapowcy nas torturowali i bili, kazano nam chórem powtarzać słowa: „Będziemy umierać dlatego, że jesteśmy Polakami”. Razem do więzienia przewieziono ok. 60-70 nauczycieli.

Wieczorem umieszczono każdego z nas w osobnej celi. W czasie tym SS-mani wchodzili do cel i również znęcali się nad więźniami. Mnie wtedy strasznie pobito i przypuszczam, że ten sam los spotkał innych moich kolegów, gdyż słyszałem w sąsiednich celach rozpaczliwe wołania.

W godzinach południowych wyprowadzono nas z podniesionymi rękami na dziedziniec i podzieleni już wtedy byliśmy na dwie grupy. Znalazłem się w tej grupie, którą jako pierwszą załadowano na samochód. Ilu nauczycieli znajdowało się na samochodzie – nie wiem, względnie nie przypominam sobie. Samochód jednak był pełny, gdyż z braku miejsca musiałem z tyłu klęczeć. Samochód ten następnie wyjechał z dziedzińca więziennego w kierunku Lasu Szpęgawskiego. W czasie tego konwoju pilnowali nas uzbrojeni i umundurowani SA-mani. W lesie samochód skręcił na dość obszerną polanę, gdzie w odległości od 80-100 m wykopany był grób ok. 12 m długości, 4 m szerokości i 2 głębokości. Ja jako najbliższy przy wyjściu z samochodu wraz z kierownikiem szkoły Polikarpem Niklewskim z Kokoszków i Józefem Paszkiem z Czarnego Lasu. Spód grobu pokryty był zwłokami ludzkimi, przysypanymi już piaskiem, przy czym po widocznej jednolitej garderobie (a mianowicie czarnych spodniach wszystkich pomordowanych) domyślam się, że mogli to być księża.

Stwierdzam stanowczo, że w pomordowanych nie rozpoznałem żadnego z kolegów nauczycieli, gdyż zwłoki znajdujące się w grobie były przykryte piaskiem, a po drugie transport, którym jechałem, był pierwszym transportem nauczycieli. Mojej trójce kazano wejść do grobu i położyć się jeden obok drugiego. W momencie tym zauważyłem, że po obu rogach stali SS-mani z bronią gotową do strzału. Gdy leżeliśmy, czekając na śmierć, kolega mój nauczyciel Paszek zawołał: „Niech żyje Führer!”. W następstwie tego jeden z SS-manów oświadczył nam: „To was, świnie, uratowało”. I kazał nam wyjść z grobu.

Odnośnie do powyższego wyjaśniam, że jak później dowiedziałem się od tegoż Paszka, to już w więzieniu został on przez bardzo życzliwego partyjniaka pouczony, że używając tego hitlerowskiego pozdrowienia, może uratować życie. Bezpośrednio po tym fakcie wsiedliśmy z powrotem do tego samego samochodu i wróciliśmy do więzienia. Z drogi powrotnej przypominam sobie, że oprócz Niklewskiego i Paszka znajdował się między nami również ksiądz wikary z Lubichowa. Co do innych, to już nie jestem pewny.

Nie przypominam sobie nauczycieli, którzy później jeszcze znajdowali się w więzieniu i [z którymi] razem wychodziliśmy na dziedziniec więzienny. 27 grudnia 1939 r. zostałem zwolniony z więzienia. Nie przypominam sobie, czy w czasie, gdy wieziono nas do lasu, między nami znajdowali się Trocha, Meloch, Gawroński, względnie Knitter, natomiast stanowczo stwierdzam, że byli oni w więzieniu.

Odczytano.