BENON FROST

Dnia 19 grudnia 1968 r. w Starogardzie Gdańskim wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan, z udziałem protokolantki Marii Formickiej, przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Benon Frost
Wiek 75 lat
Imiona rodziców Józef i Barbara
Miejsce zamieszkania Starogard Gdański - Strzelnica
Zajęcie bez zajęcia
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

W okresie międzywojennym i [podczas] okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałem w Starogardzie Gdańskim. Przed wojną prowadziłem hotel i restaurację, a w okresie okupacji restaurację w Strzelnicy. W związku z powyższym znałem bardzo dużo Niemców zamieszkujących w Starogardzie.

16 września 1939 r. zostałem aresztowany przez Egona Sieverta i dwóch innych, nieznanych mi z nazwiska hitlerowców. Zostałem przez nich odprowadzony do więzienia w Starogardzie. Przebywałem tam tylko jeden dzień, gdyż po przesłuchaniu przez komisarza Brinkmanna pochodzącego z Gdańska i Malottkę pochodzącego ze Starogardu zostałem zwolniony do domu. Tak szybkie przesłuchanie mnie załatwił SS-man Fast, którego poznałem poprzednio w swojej restauracji, gdzie często pił alkohol.

Jeszcze w pierwszych dniach września 1939 r. został przez policjantów aresztowany mój teść, Ignacy Litwin. Zamieszkiwał on przed wojną w Sopocie i pracował społecznie w Związku Polaków, względnie w gminie polskiej w Sopocie. Krótko przed wybuchem wojny uciekł z Sopotu i zatrzymał się u nas. W restauracji w Strzelnicy został rozpoznany przez Gierke z Gdańska i zaraz potem aresztowany. W więzieniu przebywał do grudnia 1939 r. W międzyczasie starałem się u Fasta o jego zwolnienie, on jednak skierował mnie z tym do Paula Drewsa. Byłem w tej sprawie u niego w domu i na wstępie powiedział mi, że mojego teścia nie ma w więzieniu. Kiedy jednak w dalszym ciągu twierdziłem, że przebywa w więzieniu, Drews wyjął listy, na których sprawdzał, czy jest tam nazwisko teścia. Nie wiem, czy odczytał z tych list nazwisko mego teścia, ale w pewnej chwili powiedział: „Litwin Ignac będzie zwolniony natychmiast”. Teść po tej rozmowie nie został jednak zwolniony i żona moja poszła w tej sprawie do naczelnika więzienia w Starogardzie Opla. Ten z kolei tłumaczył żonie, że może zwolnić jej ojca tylko na podstawie pisma podpisanego przez Drewsa.

Krótko przed Bożym Narodzeniem w tymże roku dowiedziałem się, że Drews jest w starostwie i czekałem na jego wyjście na ulicy. Wyszedł razem z Kunkelem, prosiłem go ponownie, by dał mi pisemko, na podstawie którego mógłby być zwolniony mój teść. Jeszcze raz przyrzekł mi, że teść natychmiast zostanie zwolniony z więzienia i faktycznie następnego dnia dzwonił do mnie do restauracji Opel, aby żona moja przyszła do więzienia, bo zwalnia jej ojca.

Rozmawiałem kiedyś, w początkowym okresie okupacji, z dyrektorem Gdańskiego Banku Akcyjnego Józefem Nehring[i]em. Opowiadał mi, że przypadkowo poszedł do willi Kaufmanna, byłego właściciela fabryki obuwia, którą zajmował się w tym czasie hitlerowiec, były buchalter tej fabryki, Hayer, wydaje mi się, że Bruno. Miało tam być ok. 15 hitlerowców ze Starogardu. Wymienił z nich nazwisko Alexa i Waldemara Godrona – właściciela hotelu w Starogardzie. Hayer odczytywał wtedy z listy nazwiska Polaków przebywających w więzieniu, a wszyscy ci hitlerowcy wypowiadali się, czy mają być zamordowani czy nie. Nehring, kiedy zorientował się, czego to zebranie hitlerowców dotyczy, uciekł stamtąd.

W listopadzie 1939 r. rozmawiałem z nauczycielem z zawodu Michną. Opowiadał on wtedy, że w czasie, gdy przebywał aresztowany w baszcie w Starogardzie, jednego dnia przyszedł tam policjant i pytał aresztowanych, kto z nich chce pracować. Zgłosił się wtedy on i kilku nauczycieli. Zostali przez tego policjanta zaprowadzeni do budynku zarządu miejskiego w Starogardzie. Kiedy dochodzili do tego budynku, wyszli stamtąd Landrat Johst, Völkner, Gihrke i zastępca Landrata, którego nazwiska nie pamiętam. Po wprowadzeniu do budynku zarządu miejskiego policjant kazał im wejść do pokoju, gdzie leżały dwa ciała. Obecny tam Hayer, który w tym czasie był pochylony nad zwłokami, zawołał: „Stój, stój, jeszcze nie jestem gotów!”. Policjant cofnął ich do innego pokoju. Po jakimś czasie kazali im wynieść zwłoki z pokoju i wrzucić na kryty ciężarowy samochód. Po zawiązaniu oczu szmatami kazali im również wejść na ten samochód. Michna, jak mówił, po skrętach samochodu orientował się, w jakim kierunku samochód jedzie. Dojechał według niego do lasu koło Brunswałdu. Tam, po zdjęciu z oczu zawiązanej szmaty, zobaczył, że samochodem osobowym na miejsce to przyjechali jeszcze leutnant Wehrmahtu Bruns i Oberfeldfebel Grabowski. Była z nimi również żona Kaufmanna lub Senfta. W zwłokach mężczyzn rozpoznał ciała Kaufmanna i Senfty. Obecni na miejscu hitlerowcy kazali im zwłoki zakopać. Nie mówił mi Michna, by na miejscu był również Fast i by miał zastrzelić tę kobietę. Po zakopaniu zwłok zawiązano im znowu oczy szmatami i odwieziono do baszty.

W 1940 r. do prowadzonej przeze mnie restauracji w Strzelnicy przyszedł jednego dnia Majewski, który później zmienił nazwisko na Mayer, i Grentz – obydwaj mieszkańcy Starogardu – i w czasie picia alkoholu Majewski żalił mi się, że on się tak zasłużył dla Rzeszy, a nic z tego nie ma. Pytałem go, na czym te jego zasługi polegają. Odpowiedział, wyciągając przy tym pistolet, że tym pistoletem położył dużo Polaków. Następnego dnia spotkałem na ulicy Grentza i ten tłumaczył mi, że on nie ma nic wspólnego z mordami Polaków i że jest innego zdania o tych morderstwach niż Majewski.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.