MAKSYMILIAN ŚWIERCZYŃSKI

Dnia 26 sierpnia 1967 r. w Gdańsku wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Maksymilian Świerczyński
Wiek 59 lat
Imiona rodziców Stanisław i Józefina z d. Piorek
Miejsce zamieszkania Kamionka, gr. Leśna Jania, pow. Starogard Gdański
Zajęcie kowal
Karalność niekarany

Przez cały okres okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałem w Kamionce, gm. Leśna Jania, pow. Starogard Gdański.

W połowie listopada 1939 r., w czasie, gdy byłem w pracy w Nowej Cerkwi, do naszego domu w Kamionce, w którym była moja żona Monika z dziećmi, przyszli miejscowy Niemiec, członek SA Solmsen, oraz dwaj SS-mani z Nowego: Pipke i Grogol. Byli oni znani mnie i mojej żonie. Przeprowadzili w domu rewizję w poszukiwaniu dokumentów, ale jakich, to nie wiem. W czasie rewizji ci dwaj SS-mani bardzo moją żonę pobili lufami karabinów. Teściowa mnie o tym powiadomiła i w nocy przyjechałem do domu. Żona pokazywała mi ślady pobicia na ciele, całe miała sine od uderzeń.

W tydzień potem otrzymaliśmy wezwanie z urzędu gminnego podpisane przez Amtskommissara w Leśnej Jani, którego nazwiska sobie obecnie nie przypominam. Pamiętam, że pracował – prostuję – był właścicielem majątku ziemskiego w Leśnej Jani. Wzywał on całą moją rodzinę do stawienia się u niego w urzędzie 22 listopada 1939 r. Żona tylko sama stawiła się w Leśnej Jani, ja natomiast pojechałem do pracy na kolei w Nowej Cerkwi.

Jak się okazało, na ten dzień Amtskommissar wezwał więcej ludzi z okolic Leśnej Jani i drabiniastym wozem zostali oni odwiezieni do więzienia w Starogardzie, a następnie zamordowani w lasach szpęgawskich. Odwoził ich wozem do Starogardu Niemiec mieszkający w tym czasie w Leśnej Jani, zdaje mi się, że o nazwisku Krauze. Razem z żoną odwiezieni wtedy do więzienia zostali: małżeństwo Górscy z Kamionki, małżeństwo Ubowscy z Kamionki, Klas z Rynkówki oraz nieznani mi z nazwisk Polacy z Leśnej Jani i Kopytkowa.

Następnego dnia pojechałem do Starogardu i w więzieniu dowiedziałem się, że moja żona została wraz z innymi wywieziona do lasów szpęgawskich i zamordowana.

Prostuję: w więzieniu byłem 25 listopada 1939 r. i dowiedziałem się, że 24 listopada 1939 r. została zamordowana.

Pisałem pismo do Berlina, w którym prosiłem o powiadomienie, co się stało z moją żoną i po pewnym czasie zostałem wezwany na posterunek żandarmerii w Leśnej Jani i jeden z żandarmów powiedział mi, że żona moja „podczas działań wojennych zaginęła”.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.