Dnia 1 października 1968 r. w Skórczu wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:
| Imię i nazwisko | Roch Stolz |
| Wiek | 67 lat |
| Imiona rodziców | Franciszek i Rozalia z d. Fergon |
| Miejsce zamieszkania | Skórcz, [...] |
| Zajęcie | emeryt |
| Karalność | niekarany |
| Stosunek do stron | obcy |
W okresie międzywojennym i [w czasie] okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałem w Skórczu. We wrześniu 1939 r., wróciłem do Skórcza z ucieczki związanej z wejściem na te tereny wojsk hitlerowskich.
Zameldowałem się u ówczesnego burmistrza Ulricha i ten skierował mnie do pośrednictwa pracy. Dostałem tam skierowanie do pracy w młynie Fridricha w Skórczu. Pierwszego dnia pracy w młynie zostałem zatrzymany przez żandarma i doprowadzony do aresztu przy posterunku. Tego samego dnia żandarmi przyprowadzili jeszcze do aresztu Józefa Pakmura, Trachtenberga, Alojzego Szulmana, Gutkina, Stanisława Przybyłę, Grzankowskiego, Jana Kiedrowskiego – wszyscy mieszkańcy Skórcza – i Gelbfischa pochodzącego z Gdyni.
Jednego dnia w godzinach popołudniowych SA-mani, których nazwisk nie znałem, kazali nam wszystkim wyjść przed areszt i Bürgermeister Oskar Ulrich przeszedł przed naszym szeregiem. Uderzył silnie w twarz Pakmura, aż pociekła mu krew i kazał jemu i Gelbfischowi odejść na bok. Za chwilę dwaj SA-mani poprowadzili ich – jak się potem dowiedziałem w kierunku lasu – i tam zostali zamordowani.
Wieczorem tego samego dnia pozostałych w areszcie, poza Gutkinem, Tachtenbergiem i mną, SA-mani wywieźli samochodem.
Po dziesięciu dniach przebywania w areszcie Ulrich wypuścił mnie i dał mi list oraz polecenie, bym następnego dnia zgłosił się rano u niego. Miałem dostać broń i odprowadzić do Leśnej Jani dwóch Żydów, Gutkina i Tachtenberga. W domu list ten odpieczętowałem i przeczytałem. Ulrich pisał w nim, żeby mi odebrano dom i zabrano [mnie] razem z Żydami. List ten miałem oddać w Leśnej Jani hitlerowcom, którzy odbiorą Żydów. Kiedy rano poszedłem do Ulricha, popatrzył na mnie, a następnie kazał mi oddać list, który przy mnie podarł, a mnie odprowadził z powrotem do aresztu. Siedziałem tam jeszcze siedem dni, tj. do czasu zwolnienia mnie osobiście przez Ulricha.
Pracując później na poczcie w Skórczu, widziałem często, jak przywozili do Skórcza Polaków i wywozili ich do lasu. Słyszałem także strzały z lasu. Nie znałem jednak Niemców, którzy tych Polaków prowadzali do lasu.
Słyszałem, że morderstw w lesie dokonują Udo i Lothar Stenzlowie, Johann Müller i Artur Schröder.
Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.