ALFONS PARTYKA

Dnia 10 maja 1968 r. w Lisówku wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Alfons Partyka
Wiek 55 lat
Imiona rodziców Konrad i Marta z d. Szumacher
Miejsce zamieszkania Lisówko, gr. Osiek, pow. Starogard Gdański
Zajęcie rolnik
Karalność niekarany
Stosunek do stron syn zamordowanego Konrada Partyki

Do kwietnia 1940 r. zamieszkiwałem w Lisówku, gm. Leśna Jania, pow. Starogard Gdański. 12 września 1939 r. wieś nasza została otoczona przez Niemców, którzy następnie zamordowali w domach Klemensa Ukleję, którego ranili w brzuch i z kolei powiesili w stodole oraz Franciszka Felskiego. Pozostałych mieszkańców wsi doprowadzili na ogrodzoną łąkę. Część ludzi nie była ubrana, gdyż działo się to między godz. 5.00 i 6.00 rano. Łąka była przez Niemców otoczona i mieli na nas nakierowane karabiny maszynowe. Pytali nas, czy wiemy, co się stało w Bydgoszczy. Trzymali nas tam ok. dwóch godzin.

Słyszałem od ludzi, że Niemiec Blum z Rynkówki opowiadał, że właściciel majątku ziemskiego w Rynkówce – Julius von Plehn – nie pozwolił na egzekucję wszystkich mieszkańców wsi. Zatrzymali: mego ojca Konrada, brata Antoniego, Bernarda Ciesielskiego, Aleksandra Kwiatkowskiego, Józefa Kwiatkowskiego, Jana Wylmę, Pawła Grzyba i Alojzego Felskiego. Poprowadzili ich do Leśnej Jani. Następnego dnia ojciec mój i brat oraz obydwaj Kwiatkowscy wrócili do domu.

Ojciec i brat opowiadali mi, że Niemcy, jak ich prowadzili do Leśnej Jani, to zabili przed skrzyżowaniem dróg do Osieka i Cisów oraz Leśnej Jani i Przewodnika Bernarda Ciesielskiego. Odwołali go na bok w las i tam go zamordowali. Pozostałych przewieźli do więzienia w Starogardzie, z którego ojciec i brat zostali zwolnieni, a Wylma, Grzyb i Felski zostali przewiezieni do obozu w Stutthofie. Grzyb i Wylma zginęli w obozach koncentracyjnych, a Felski po powrocie z obozu – chory, spuchnięty – zmarł w domu.

Pamiętam, że widziałem wśród Niemców SS- i SA-manów biorących udział w akcji w naszej wsi: Kurta Wedela z Nowego, Kuscha z Kopytkowa, Kurta Welke [?] z Bukowin, Helmuta Neuman[n]a z Kamionki. Słyszałem od ludzi, że byli także: Kolberg z Leśnej Jani, Kurt Krogol z Nowego i Foes z Nowego – syn właściciela sklepu z obuwiem.

Przypominam sobie, że był również Max Krauze – leśniczy z Frący.

14 września 1939 r. do wsi przyszli Kusch i Krauze. Zabrali wtedy i doprowadzili do Leśnej Jani mego ojca, brata i Franciszka Grochockiego. Po dwóch tygodniach wrócił brat Antoni i opowiadał, że ojca, Grochockiego i czterech innych Polaków zamordowali hitlerowcy w lesie Witnik k. Leśnej Jani.

3 października 1939 r. znowu do naszej wsi przyszło trzech Niemców: Kusch, Krauze i Alfons Lück – leśniczy ze Średnika, pow. Świecie. Szukali oni czegoś po domach. Widziałem potem, jak Kusch i Krauze prowadzili do lasu Średnik Wilibarda Ukleję. Słyszałem z tego lasu dwa strzały. Po odejściu Niemców poszedłem do tego lasu i przy ścieżce do leśniczówki Średnik znalazłem zwłoki Wilibarda Uklei. Miał na ciele dwie rany postrzałowe, na głowie i na plecach. Niemcy ci kazali ojcu zamordowanego zakopać zwłoki syna na miejscu, w lesie.

Od kuzyna Bolesława Partyki, zamieszkałego obecnie w Bielsku, gr. Smętowo lub Piaseczno albo Gniew, dowiedziałem się, że w 1945 r. Krauze i żandarm z Leśnej Jani zabili na bagnach Zielonka k. Lisówka dwie Żydówki. Był wtedy z nimi bryczką Niemiec Blum z Rynkówki.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.