JADWIGA KABALA

Dnia 8 kwietnia 1968 r. we Wrocławiu podprokurator Prokuratury Powiatowej dla dzielnicy Wrocław-Śródmieście we Wrocławiu Tadeusz Jamrosz osobiście przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Jadwiga Kabala z d. Piwecka
Urodzona 2 maja 1921 r. Skórczu, pow. Starogard Gdański
Imiona rodziców Izydor i Genowefa z d. Mańkowska
Miejsce zamieszkania Wrocław, [...]
Zajęcie pracownik umysłowy
Karalność nie
Stosunek do stron obca

Po wkroczeniu wojsk niemieckich w 1939 r., przez dwa lata pracowałam w Osieku u N. Lippkie w charakterze pomocy domowej. Lippkie był gdańszczaninem i objął sklep z artykułami spożywczymi już po wkroczeniu Niemców do Skórcza. Przez ten okres nauczyłam się języka niemieckiego.

Dokładnie nie przypominam sobie, w każdym razie urząd zatrudnienia w Skórczu skierował mnie do pracy w magistracie w Skórczu. Zaczęłam tam pracować latem 1941 r., początkowo w wydziale mieszkaniowym na stanowisku pomocy biurowej, a następnie w wydziale gospodarczym, także w charakterze pomocy biurowej. Kierownikami tych wydziałów byli Niemcy. W tym samym budynku co magistrat mieścił się posterunek policji niemieckiej, względnie żandarmerii. Chodzili w zielonych mundurach, nie takich jak wojsko.

Na posterunku pracowali tylko Niemcy, nie zauważyłam, aby tam pracował jakiś tłumacz Polak.

W tej chwili nie przypominam [sobie], kto był komendantem posterunku. Pamiętam tylko kilka nazwisk żandarmów, a to: Späth i Küsster – którzy byli z głębi Niemiec – oraz Dallmann i Koschitzki – którzy pochodzili z Gdańska lub okolic Gdańska. Koschitzki znał doskonale język polski. On wystąpił do Sądu Powiatowego w Starogardzie Gdańskim z oskarżeniem mnie o posługiwanie się językiem polskim, za co zostałam ukarana grzywną 20 marek.

Nigdy nie byłam na posterunku żandarmerii w czasie przesłuchiwań Polaków.

Kto brał udział w czasie przesłuchań Polaków w charakterze tłumacza, tego nie wiem. Uważam, że nie potrzebowali tłumacza, gdyż Koschitzki doskonale znał język polski.

Ja nie widziałam, kto był przesłuchiwany na posterunku żandarmerii i tych osób nie widziałam. Pracowałam na parterze tego budynku, natomiast żandarmeria znajdowała się na pierwszym piętrze, przez ścianę z sekretariatem burmistrza. Będąc nieraz w sekretariacie, słyszałam kilka razy krzyki i jęki, dochodzące od strony pomieszczeń żandarmerii.

Kto wówczas był przesłuchiwany, tego nie wiem.

W sekretariacie pracowała Małgorzata Kamowska, która przyjechała z Gdańska lub z okolic. Prawdopodobnie obecnie zamieszkuje w Olsztynie i ma nazywać się Kwiatkowska (po mężu nosi to nazwisko). Bliższego adresu nie znam, nie mam z nią żadnego kontaktu. W sekretariacie pracowała ona do 1942 lub 1943 r.

W tej chwili dokładnie nie pamiętam, kto mógł pracować w sekretariacie. W magistracie pracowała Wanda Pijanowska. Gdzie obecnie ma mieszkać, tego nie wiem. Nie pamiętam także dokładnie, czy po odejściu Kamowskiej objęła jej funkcję, czy też był ktoś inny. W magistracie pracowali ponadto z Polaków: Regina Pufahl – jest obecnie lekarzem dentystą i ma mieszkać na Wybrzeżu, Maria Bistram – nie znam miejsca zamieszkania, Władysław Skorupski – miejsca zamieszkania nie znam i Wanda Potrac, zamieszkuje obecnie w Gdyni i nazywa się Tekielak.

Odnośnie do Niemców wymienionych w moim oświadczeniu, to obecnych adresów zamieszkania nie znam. Wiem, że Brigola był Czechem i pracował jako kasjer w magistracie.

W Skórczu przy ul. Starogardzkiej był przed wojną dom starców. Dokładnie nie przypominam sobie, w jakim okresie to było, słyszałam od ludzi w mieście, że mieszkańców tego domu Niemcy rozstrzelali w lesie.

Kto mi to mówił nie pamiętam. Nie pamiętam także, aby ktokolwiek mówił, że był świadkiem tej zbrodni.

Prostuję: był to raczej Dom Ubogich. Nie znałam nikogo z mieszkańców tego domu.

Ja nie widziałam, w jakich okolicznościach mieszkańcy domu zostali pomordowani i kto dokonał tej zbrodni. Nie przypominam sobie, aby w toku opowiadania o tym mordzie mówiono mi, kto brał w nim udział.

Odnośnie organizacji SS nic nie wiem. Nie wiem, gdzie mieli swoje biura i nie wiem, czy byli skoszarowani. Wiem, że niektórzy Niemcy odbywali swoje zebrania i chodzili w brunatnych mundurach. W takich mundurach chodził burmistrz Vicka i jego zastępca Ulrich.

To wszystko, co wiem w tej sprawie.

Na tym przesłuchanie zakończono.

Po osobistym przesłuchaniu podpisuję jako zgodne z moimi zeznaniami.