BERTA GARDZIELEWSKA

Dnia 23 lutego 1968 r. w Leśnej Jani wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Berta Gardzielewska z d. Wusik
Wiek 81 lat
Imiona rodziców Jan i Marianna z d. Zielińska
Miejsce zamieszkania Leśna Jania, pow. Starogard Gdański
Zajęcie bez zajęcia
Karalność niekarana
Stosunek do stron obca

W okresie okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałam, tak jak i w okresie międzywojennym, w Leśnej Jani. Mąż mój był z zawodu krawcem i szyli u niego ubrania wszyscy pobliscy obszarnicy, a m.in. i von Plehna [Plehn]. Był on dłużny mężowi za szycie ubrań z 1939 r., ale po wejściu Niemców nie zwrócił długu mężowi.

W naszym domu od początkowego okresu okupacji zamieszkiwał Hauptwachtmeister Buchbach. Uprzedził on mego męża, że gdyby go wezwali do Kopytkowa, to ma tam nie chodzić, a kiedy by go zabrali, to żeby jego o tym powiadomić. Do Kopytkowa zwozili wtedy Niemcy Polaków.

Daty już nie pamiętam, było to na początku okupacji, widziałam jak leśniczy Kusch i jego szwagier, którego nazwiska nie pamiętam, prowadzili przez Leśną Janię w kierunku Kopytkowa Gracka, Bruchwalskiego i Kotowskiego. Po jakimś czasie do Buchbacha przyszła żona Bruchwalskiego i prosiła, żeby się wstawił za mężem. Buchbach obiecał jej, że pojedzie w tej sprawie do Plehna w Kopytkowie. Następnego dnia wyjechał i po powrocie powiedział do mnie i do mojej córki Małgorzaty: „Już ich nie ma w Kopytkowie, ten pies już ich zabił”. Odnosiło się to do Plehna.

W moim domu zamieszkiwał także Hauptwachtmeister Paul von Czarnowski pochodzący z pow. puckiego. Widziałam, jak jednego dnia przyniósł on suknie kobiece. Ludzie mówili, że były to suknie nauczycielki Małolepszej, zamordowanej przez jednego z żandarmów. Mówili także ludzie, że żandarmi, jeśli kogoś zamordują, to mają prawo zabrać jego rzeczy. Koło aresztu żandarmerii zamordowali oni Warmbiera z Kamionki. Czarnowski miał po nim kapelusz i krawat. Pokazywałam te rzeczy Labudowej i mówiła mi, że w takim właśnie kapeluszu przywieźli Warmbiera. Przed zamordowaniem go, kapelusza tego u Czarnowskiego nie widziałam. Czarnowski mówił mi, że zabita została Paulina Lampkowska z Grabowca. Kto ją zamordował, nie mówił. Zamordowana została razem ze swą pasierbicą Lubdowską. Widziałam, jak na początku okupacji SS-mani wieźli Polaków drabiniastym wozem do Starogardu [Gdańskiego]. Między innymi zabrali wtedy z Leśnej Jani moją sąsiadkę Martę Flisykowską. Kiedy wóz ten odjechał, do Buchbacha przyszły dwie kobiety ze Smętówka i pytały go, co mają zrobić, gdyż spóźniły się na posterunek i drabiniasty wóz już odjechał. Kazał im jechać do Starogardu [Gdańskiego] do sądu i powiedział, że on też tam przyjedzie. Pojechały do Starogardu [Gdańskiego] pociągiem i – jak słyszałam – zostały zamordowane w Szpęgawsku.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.