WAWRZYNIEC ŁUKASZCZUK

Dwunasty dzień rozprawy, 24 marca 1947 r.

Przewodniczący: Proszę o odczytanie zeznanie świadka Wawrzyńca Łukaszczuka.

Sędzia Tarczewski: (Czyta). Świadek Wawrzyniec Łukaszczuk, mieszkaniec wsi Chyża:

„28 grudnia 1942 r. Chyża została wysiedlona przez Niemców […]. W obozie w Zamościu była komisja i tam też przesegregowano ludzi. Dzieci do lat 10 odebrano rodzicom i umieszczono w baraku 16. Część ludności ulokowano w baraku 13. i wywieziono później na roboty do Niemiec, a część – w baraku 12. i tych wywieziono do Oświęcimia, były i dzieci powyżej lat 10. Przy rozdzielaniu Niemcy rozłączali rodziny, były takie wypadki, że ojca wysłano do Niemiec na roboty, a córkę, syna lub żonę do Oświęcimia, a dlaczego tak robili, tego nie wiem – przypuszczam, że robiono to na skutek segregacji rasowej.

Ja wraz z żoną i rodzicami zostałem wysłany do Oświęcimia i w naszym transporcie widziałem dzieci wysiedlonych Polaków z Zamojszczyzny powyżej lat 10. Z początku były one razem z nami w Birkenau. (Oświęcim dzielił się na kilka części: I – Oświęcim, II –Birkenau, III – Jaworzno, IV – Buna, V – Monowice. Miejsce straceń było jedynie w Birkenau, tzn. piece krematoryjne, komory gazowe, doły do palenia i stosy obok krematoriów). Po tygodniu Niemcy zabrali te dzieci i, jak mówili, wywieźli je do Oświęcimia I. Gdzie je faktycznie wywieźli, tego nie wiem, faktem jest jednak, że żadne z nich już nie powróciło. Wiele razy widziałem, jak Niemcy wieźli dzieci samochodami ze stacji do Birkenau. Auta te podjeżdżały pod doły, w których palił się ogień, następnie podnoszono mechanicznie platformę do góry i żywe dzieci zsypywano jak kartofle do dołu z ogniem. Widziałem, jak niektóre starsze czepiały się rączkami desek platformy, wtedy SS-mani podchodzili i własnoręcznie wrzucali te dzieci do dołu z ogniem. Skąd one pochodziły, tego nie wiem. Jakiej były narodowości, tego również nie wiem. Mowy ich nie słyszałem, bo to było w pewnej odległości – w każdym razie dobrze rozpoznałem, że to były dzieci, a nie starsi.

Widziałem także, że w obozie tym kobiety rodziły dzieci. Nie widziałem natomiast, by dzieci te chowano. W kostnicy jednak widziałem dużo trupów noworodków – czy je Niemcy uśmiercali, czy one umierały z powodu złych warunków życiowych, tego stwierdzić nie mogę”.