ALFREDA OSMÓLSKA

Warszawa, 3 kwietnia 1950 r., Sędzia [brak nazwiska] działając jako członek Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, przesłuchał niżej wymienioną osobę, która zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Alfreda Osmólska z d. Pilitowska
Data i miejsce urodzenia 31 marca 1910 r. w Warszawie
Imiona rodziców Wincenty i Maria z d. Piotrowska
Zawód ojca szewc
Przynależność państwowa i narodowość polska
Wyznanie rzymskokatolickie
Wykształcenie średnie
Zawód urzędniczka
Miejsce zamieszkania Warszawa, ul. Obozowa 81 m. 5
Karalność niekarana

Wybuch powstania warszawskiego zastał mnie w domu przy ul. Obozowej 74. Pracowałam wówczas, tak jak i obecnie, w administracji naszego osiedla, dlatego też interesowałam się losami jego mieszkańców w czasie powstania. W domu nr 85 na pierwszym piętrze w dużej sali był założony szpital pod kierownictwem jednego z lekarzy, nazwiska nie pamiętam, i przy pomocy żony naszego administratora, Władysławy Marynowskiej, obecnie zamieszkałej w Łodzi oraz kierowniczki przedszkola, Zofii Bojakowskiej, zamieszkałej obecnie w Sopocie. W szpitalu leżało do dwudziestu kilku rannych, tak ludności cywilnej, jak i powstańców.

Pierwszego dnia powstania Niemcy z tak zwanej „Naftówki” znajdującej się między torem kolejowym łączącym dworzec Warszawa Zachodnia z Dworcem Gdańskim a Cmentarzem Powązkowskim ostrzeliwali teren naszego osiedla. Z drugiej strony było ono ostrzeliwane ze szkoły przy ul. Ożarowskiej zajętej przez Wehrmacht (jeżeli dobrze pamiętam). Powstańcy z naszego terenu musieli się wycofać już wieczorem 1 sierpnia 1944 roku. Dnia tego na naszym terenie zostało zabitych dwu mężczyzn, wracających z pracy do domów – Stanisław Łokietek i Staniszewski. Poza tym usłyszałam od mojej koleżanki Danuty Czubały (zamieszkałej obecnie w WSM przy ul. Szustra, pracownicy tamtejszej administracji), że widziała ona wieczorem 1 sierpnia, jak Niemcy ze szkoły przy pomocy Niemców z Boernerowa, zdaje mi się lotników, likwidowali powstańców, którzy z Domu Ludowego przy ul. Zawiszy, numeru nie pamiętam, przypuścili atak na szkołę. Po podpaleniu domu (pożar widziałam) Niemcy wybrali kilkunastu mężczyzn z domków stojących przy ul. Zawiszy nieopodal glinianek. Danuta Czubała z okna swojego mieszkania widziała, jak prowadzili tych mężczyzn nad glinianki. Samej egzekucji nie widziała. Po powstaniu na tym terenie była przeprowadzona ekshumacja, zdaje się, przez rodziny zabitych. Listę zidentyfikowanych ofiar egzekucji posłałyśmy do PCK.

7 sierpnia Niemcy rozkazali ludności z naszego osiedla wychodzić. Część mieszkańców tego dnia wyszła do pobliskich wiosek, część została. Po paru dniach niektórzy z tych, którzy wyszli, powracali. Około 10 sierpnia musieliśmy zlikwidować szpital, gdyż Niemcy dowiedzieli się o nim i baliśmy się, że będą go sami likwidować. Rannych wzięli do siebie mieszkańcy osiedla.

15 sierpnia samochód niemiecki z głośnikiem jeździł po naszym terenie, oznajmiając, że wszyscy mieszkańcy osiedla mają wychodzić do kościoła św. Wojciecha na Woli, gdzie był punkt zborny dla całej Warszawy. Ci, którzy usłuchali rozkazu niemieckiego, jeżeli nie zdołali uciec, zostali wywiezieni przez obóz w Pruszkowie do Niemiec, reszta ludności z terenu osiedla wyszła do pobliskich wiosek.

Żadnych innych zbrodni niemieckich na naszym terenie w czasie powstania nie było.

Na tym protokół zakończono i odczytano.